wtorek, 17 lipca 2018

Przeworsk


Co Przeworsk ma najlepszego?
Ślad po mezuzie.

Opinia subiektywna i z całą pewnością podważalna :)



sobota, 14 lipca 2018

Gwiazda w pracy


Post dedykowany N.H.

Słyszeliście o niekonwencjonalnej i nieinwazyjnej metodzie rekrutacyjnej, którą na własny użytek nazwałam “Gwiazdą w pracy”?

:)

Elementem stroju rekrutera staje się np. Gwiazda Dawida (lub inny rozpoznawalny i “kontrowersyjny” symbol). Najlepiej w postaci widocznego (oczywiście bez przesady) elementu biżuterii.

I co? I nic. Wisi sobie taki naszyjnik na szyi, a rozmowa toczy się jak zwykle.

Sensu metody tłumaczyć nie muszę, gdyby jednak…

O poglądy, postawy, stosunek do hołubionego przez korporacje ‘diversity’ (a mówiąc po ludzku - szacunku do drugiego człowieka) pytać wprost nie wolno. Jak zatem zbadać, czy ktoś nie ma z tym problemu?

Może właśnie, choć trochę… jak wyżej.

Autorka metody - Bobe Majse.



środa, 11 lipca 2018

Jak malarz malarzowi


… czyli rzecz o Arturze Szyku, który bardzo, ale to bardzo nie lubił Adolfa Hitlera. Walczył z nim - rzec można - środkami artystycznymi, namiętnie karykaturując.

Parszywej gęby nie mogło zabraknąć nawet w sztandarowym dziele rysownika - Hagadzie na Pesach. W przypowieści o czterech synach, niegodziwca przedstawił w tyrolskim stroju i z charakterystycznym wąsikiem.



“Tora mówi o czterech synach: jeden jest mądry, drugi - niegodziwy, trzeci - naiwny, choć szlachetny, czwarty nie potrafi jeszcze zadać pytania.

Co mówi niegodziwy syn?
Czym jest dla was ta uroczystość? Mówi „dla was”, a nie „dla nas”. Skoro wyłączył siebie z
ogółu, zatem odrzucił główne zasady wiary. Masz więc dać mu nauczkę (dosłownie “stępić mu zęby”) odpowiadając: to wyraz wdzięczności za to, co uczynił dla mnie Bóg, gdy wychodziłem z Egiptu. „Dla mnie”, a nie „dla niego”. Gdyby on tam był, nie zostałby wybawiony.”

Źródło


wtorek, 10 lipca 2018

Solniczka


Zwiedzamy Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce. Lwią część wystawy stanowi kolekcja solniczek z całego świata.

- Ta jest ładna - mówię do Piotra, sięgając po kartę z opisem. 

A w opisie stoi ni mniej, ni więcej tylko: Izrael, XX wiek. 

:):):)


poniedziałek, 9 lipca 2018

Stracona szansa


Tak bywa i cóż na to poradzić…
 
Straciłam szansę na zrobienie fajnego zdjęcia, zdjęcia w stylu - o, tego tutaj. Tym razem rzecz dotyczy ul. Dietla i napisu “Towary modne”. Jeszcze do niedawna tuż obok istniał sklepik z tkaninami; sklepik z uroczą wystawą, na której pyszniły się fikuśnie drapowane płótna, wełny, dżerseje, jedwabie.

Aparaty słuchowe ważniejsze niż “szmaty”. Mimo wszystko szkoda...


niedziela, 1 lipca 2018

sobota, 30 czerwca 2018

Dramat


Moja nowa blogowa znajoma napisała: “Przeczytałam o brylancie. Ja biżuterii prawie nie noszę, ale mam taki mały schiz - nigdy nie przyjmuję, nie kupuję używanej. Zawsze sobie myślę, że stoi za nią jakiś dramat.”


niedziela, 17 czerwca 2018

Ariel


Ariel znaczy lew, a lew to symbol plemienia Judy - najpotężniejszego z dwunastu plemion Izraela. Ojcem Judy był Jakub. Ojcem Jakuba Izaak. 

Dziadek i wnuk razem. Ładne.

 

niedziela, 10 czerwca 2018

Flaga


Flaga Polski na budynku dawnego domu modlitwy Szejrit Bnej Emuna (hebr. Ostatni Synowie Wiary). Obecnie placówka służby zdrowia.

Polski Żyd, żydowski Polak...
Prorocza hebrajska nazwa…
Chora sytuacja… 

Dorzucicie własne skojarzenia?


środa, 30 maja 2018

Ta Noc


“Czym różni się ta noc od wszystkich innych nocy?"

Pozwólcie, że zadawane podczas kolacji sederowej pytanie wykorzystam w odniesieniu do Nocy Synagog ;) 








Tej nocy rozświetlone są okna wszystkich siedmiu krakowskich synagog.

(na zdjęciach kolejno: Poppera (ściana zachodnia), Stara, Kupa (ściana północna), Kupa (ściana południowa), Izaaka, Wysoka, Poppera (ściana wschodnia); brakuje Remu i Templa)

środa, 23 maja 2018

Amos


“Światła, a nie światło. Wierzenia i opinie, nie wiara i opinia.”
 
Czytam teraz eseje Amosa Oza “Do fanatyków”. Powyższe proste stwierdzenie to kwintesencja tego, co chciałam wyrazić tutaj i tutaj.



poniedziałek, 21 maja 2018

Łaźnia, czyli historia pewnej rewolucji


Chodzi o dawną żydowską łaźnię w Tarnowie i “Kuchenne Rewolucje” Magdy Gessler, która ratowała działającą w budynku mykwy restaurację.
 
Pamiętam ten odcinek programu doskonale. Znaną restauratorkę oburzały dancing z tańcem na rurze i szpecące budynek banery. Stanowczo domagała się poszanowania miejsca, jego architektury i historii, także tej trudnej - związanej z II wojną światową. 

Dopingowałam poczynaniom Magdy Gessler jak nigdy dotąd, a gdy ogłosiła, że restauracja będzie serwować kuchnię żydowską - miałam ochotę serdecznie ją uściskać. Od razu także postanowiłam, że na pewno odwiedzę to miejsce. 

Ratowała, jak się okazuje skutecznie. Zachwyca zarówno mauretańskie wnętrze (oryginalne kolumny, oprawa okien - przed wojną były tu szatnie i rozbieralnie), jak i to, co ląduje na talerzu. Czulent, kreplachy, pasztet z gęsich wątróbek, figi z kozim serem i rozmarynem…






niedziela, 20 maja 2018

Żelazko


Szliśmy zrobić zupełnie inne zdjęcie, gdy wpadłam na pomysł, żeby zajrzeć do sklepiku z uroczym szyldem.
- Zapytam o przedwojenne judaika - rzuciłam przez ramię.
Sprzedawca nie miał dobrych wieści, jedynie życzliwe ostrzeżenie przed falsyfikatami w innych sklepach ze starociami na Kazimierzu.
Już mieliśmy się zbierać do wyjścia, gdy… nagle o czymś sobie przypomniał.
- Chwileczkę. Mam tylko… o, tutaj - powiedział, sięgając po jedno ze stojących na podłodze żelazek. Podniósł, uchylił klapkę i naszym oczom ukazała się dyskretna Gwiazda Dawida.
- Wszystkie przedmioty pochodzą z krakowskich domów. Chińska waza? Owszem, jeśli przez lata zdobiła lokalny salon.
Żydowskie żelazko z Krakowa! Tylko tyle o nim wiadomo, ale jest, istnieje, Piotr właśnie robi mu zdjęcia, a ja z dumą zaprezentuję na blogu. Sprzedawca nie widzi przeszkód.
- Teraz to już naprawdę wszystko - kwituje.
- Za to jaki cymes! - dodaję.






piątek, 18 maja 2018

Wierzenia


Moja nowa blogowa znajoma napisała: “Miałam kiedyś wątpliwą przyjemność dyskutować na temat koszerności i wysłuchiwać argumentów w stylu: No ale kto to sprawdza? No ale po co? Przecież co to za różnica? Przecież to smakuje tak samo! Nie wytrzymałam i odpowiedziałam: A Pan co niedziela łyka opłatek i wierzy, że to mięsko!”

Nie sądzę, aby do rozmówcy znajomej dotarł głębszy przekaz jej przytyku.

Od siebie dodam: wierz (lub nie wierz) i daj wierzyć (nie wierzyć) innym. Zanim ktoś wymyślił twoją religię - istniały inne, z których ty dzisiaj się śmiejesz. Pomyśl przez chwilę, kto śmieje się z ciebie.


poniedziałek, 14 maja 2018

Pytanie


Jak myślicie, gdzie jestem?
Sznurówki zawiązane w nieprzypadkowy sposób to jedna z małych wskazówek.


niedziela, 13 maja 2018

Sytuacja


Przewozimy książki do nowego mieszkania. Wcześniej szybko ustalamy metodę pracy, której bazę stanowią cztery słynne niebieskie torby z Ikei (te - jak wiadomo pomieszczą wszystko). Ja pakuję książki, Piotrek znosi torby do samochodu i wrzuca luzem ich zawartość do bagażnika; w tym czasie ja ładuję kolejne dwie torby. Pracujemy “na zakładkę”, lub - jak kto woli - w systemie zmianowym ;) 

Pierwsza (najważniejsza) tura książek (żydowskich) w bagażniku. Ruszamy.

Klapa w górę. No dobrze… to od czego by teraz zacząć? - zastanawiam się głośno, gdy mój wzrok pada na szaro-niebieską okładkę i tytuł “Byliśmy przyszłością” Jael Neeman.

Jael to żona Daniego - naszego Przyjaciela i Dobrego Ducha bloga, który wspiera go tłumaczeniami z hebrajskiego, a czasami podrzuca pomysł na posta.

Taka sytuacja. Mazel tow!



“Byliśmy przyszłością” - wspomnienia z życia w kibucu. “Jael Neeman napisała książkę niezwykłą; wzruszającą autobiografię, pełną czaru, przewrotnego humoru i autoironii. Jest to przejmujący pamiętnik dorastającej dziewczyny, a także historia wzlotu i upadku pewnej idei, która może od samego początku skazana była na klęskę.” /Michał Sobelman/ 

P.S. Osoby, które zastanawiają się, czy to aby nie była “ustawka” odsyłam do lektury posta “Prawda” :)

niedziela, 6 maja 2018

Plon


Majowy plon zebrany! :)
Oczywiście w temacie bloga.
Oczywiście będę się dzielić.
Tylko… kiedy ja to wszystko napiszę?!


Piotrek wciąż stawia serwer. Dla mnie oznacza to tyle, że nie mam dostępu do bazy zdjęć. Muszę sobie radzić inaczej. W tym akurat jestem dobra. Zdjęcie pożyczyłam od Pani Haiku, która się nie obrazi, gdyż… to druga twarz Bobe Majse :)

sobota, 5 maja 2018

Prawda


Czasami spotykam się z niedowierzaniem, czy to, o czym piszę wydarzyło się naprawdę. Tak było np. w przypadku postów “To nawet widać po twarzy…”, “Mord”. Oczywiście długo by można analizować, skąd te zarzuty i dlaczego akurat wobec takich, a nie innych historii… Nie w tym rzecz.

Raz jeden odczułam “pokusę” lekkiej korekty rzeczywistości. Na kazimierskim straganie - ustawiając obok siebie (do potrzeb zdjęcia) orła ze swastyką i opaskę z Gwiazdą Dawida.

- Bez przesady! - wykrzyknął oburzony sprzedawca. Miał rację, ale chyba także świadomość, że sam robi coś niestosownego, handlując (w dodatku łącznie) tego typu “gadżetami”. Bo dla niego to były tylko gadżety, na które akurat jest popyt.

Czy faktycznie tylko? I dlaczego wokół straganu kłębił się tłum ludzi?

Jak słusznie zauważył przyglądający się tego typu zjawiskom (internetowy handel zdjęciami sprawców i ofiar) Martin Pollack: “To coś niebezpiecznego, te zdjęcia są atrakcyjne, bo pachną dymem z komory gazowej, Auschwitz.” (1)

W jednym krótkim poście poruszyłam co najmniej trzy ważne sprawy, ale do rzeczy, czyli tytułowej prawdy.

Otóż tak, wszystko, czym tutaj dzielę się z Wami jest prawdą. Ostrzeżenie oburzonego sprzedawcy wciąż dźwięczy w mojej głowie i… patrząc szerzej - jestem mu za nie wdzięczna.


(1) fr. wywiadu-rzeki autorstwa Katarzyny Bielas - “Tropiciel złych historii”

czwartek, 3 maja 2018

Pięć ton szkła


Pięć ton szkła, albo… bima w chmielnickiej synagodze.

Oryginalna się nie zachowała, zaś synagoga przez długie lata była jedynie dobrze utrzymaną ruiną. Teraz błyszczy i promienieje! Już jako muzeum i centrum kulturalno-edukacyjne.

Obecna bima to wierna rekonstrukcja tej XVIII-wiecznej. Szkło - symbol kruchości. Nic więcej dodawać nie trzeba.

Zarówno synagoga, jak i jej otoczenie zostały odnowione i zaaranżowane w bardzo przemyślany sposób. Wspaniale poprowadzono narrację, stworzono intymny klimat. O ile bardzo cenię dobrych przewodników, w przypadku tego miejsca polecam zwiedzanie indywidualne.

Zwiedzanie? Przeżywanie? No właśnie...




poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"Lewa" menora


Moja nowa blogowa znajoma ma szczęście do okazyjnego nabywania chanukij. Nie zgadniecie, gdzie. W sklepach z używaną odzieżą! 

Sprzedawczyni pierwszego świecznika napomknęła: “Oddam za grosze; jakaś "lewa" ta menora - za dużo ma ramion, widzi Pani?”

:):):)

Zawsze powtarzam, że tylko wiedza nas uratuje. Przed sprzedażą cymesów za grosze też!


W Jerozolimie motyw świecznika chanukowego pojawia się często w miejscach nieoczywistych.

środa, 11 kwietnia 2018

Agresorzy tzw. pasywni


Żeby zrozumieć ten wpis, przeczytajcie proszę wcześniejszego posta, komentarz Robótek z Myszką i moją nań odpowiedź.

Pasywno-agresywny Clou swój komentarz zdążył już usunąć (nie wiem czy to widzicie, być może tylko ja jako Admin bloga). Szkoda, że nie dał innym szansy: na ustosunkowanie się, a być może obronę jego osoby.

Hm, jak to mówią? Uderz w stół, a nożyce się odezwą; zaś na złodzieju czapka gore… Jakoś tak.

Clou powraca na Bobe Majse jak bumerang. Sądzę, że czyta regularnie ;), natomiast od czasu do czasu ujawnia się także w komentarzach. Potem obraża, odgraża, odchodzi… Brazylijska telenowela.

Tak, to ten sam - autor sztandarowego cytatu, tuż pod nazwą mojego bloga. Ja - w przeciwieństwie do Clou - nie obrażam się i nie usuwam pochopnie słów.

W skasowanym przez Clou wpisie była m.in. wzmianka o “dobrych intencjach modlitwy”.

Roman B. - ksiądz pedofil ze Stargardu Szczecińskiego (obecnie aktywny w Puszczykowie pod Poznaniem, w zakonie Towarzystwa Chrystusowego) do więzionej przez siebie, gwałconej i prześladowanej dziewczynki wysłał kartkę: “Gorące pozdrowienia dla mojej Kasi, za którą często się modlę!”

Bywa i tak.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Życzenia, których sobie nie życzę


SMS w świąteczny poniedziałek. Od kuzyna. Tak, tego samego, który walczy(ł) ze śmiertelną chorobą, a obecnie - w dobrej formie - przebywa w domu. Wspominałam, że jest bardzo religijny - katolicki ortodoks, rzec można. Ja jestem ateistką, o czym kuzyn doskonale wie, bo usłyszał to ode mnie wprost.

Cierpliwie znosiłam różne teksty typu: będę się modlił za Ciebie… Każdorazowo jednak nadmieniałam, że to nie moja bajka i niech lepiej po prostu ciepło o mnie pomyśli.

Przychodzi SMS. Zdjęcie, którego nie mogę otworzyć. Wiedząc, kto je wysłał, możliwe były dwie opcje: albo to będzie jego fotka z tak dawno nie widzianymi bliskimi (super!), albo… arcyreligijne życzenia, jakie zdarzało mu się już wcześniej wysyłać.

Poprosiłam męża o sprawdzenie, co jest nie tak z moją komórką. - Niech spróbuje wysłać raz jeszcze - usłyszałam po dłuższej chwili. Odpisuję więc kuzynowi: nie mogę otworzyć wiadomości, spróbuj wysłać raz jeszcze, o ile treść jest świecka; religijnej nie przyjmuję :)

Po minucie SMS - oczywiście życzenia, oczywiście arcyreligijne. Wściekłam się i kuzyn usłyszał wprost, co o tym myślę. Doradziłam mu szanowanie innych ludzi, odmiennych poglądów, postaw. Zapytałam, czy robi to specjalnie. W odpowiedzi otrzymałam klasycznego “focha” - tzw. niby przeprosiny, kompletnie bez zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi.

Znam innych religijnych ludzi. Jak bardzo? Ciężko stwierdzić, jedno jest pewne - hołdują wartościom chrześcijańskim. Od zawsze wysyłają mi życzenia: zarówno na Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc. Kasia śmieje się z moich słów, że w grudniu jestem najradośniej świętującą ateistką; Darek podarował mi jedynego w swoim rodzaju Aniołka z Gwiazdą Dawida. Odkąd wiedzą, że jestem ateistką, ich życzenia są świeckie - piękne, mądre, serdeczne.

Dostaję kartki-rękodzieła, na których są bałwanki, choinki, jajka i zajączki… Można? Można. Niezwykle cenię sobie pamięć, artyzm, wysiłek, a najbardziej - wyczucie i delikatność. Szacunek dla innych właśnie.

Ja w grudniu wysłałam Kasi kilka fotek z Kościoła Mariackiego. Wiem, że lubi to miejsce. Wiem, że jest dla niej ważne.

Jeśli ktoś mnie nie zna i życzy mi łask pańskich - ok, nie ma sprawy. Przemilczę, albo grzecznie wspomnę o ateizmie. Premedytacji, religijnego oszołomstwa, lub… głupoty nie zdzierżę!

Takie oto wielkanocne świeckie drzewka wypatrzyłam tego roku w Tarnowie. Były na każdej ważniejszej ulicy. Wraz z wiosennym słońcem budziły radość i otuchę.


piątek, 6 kwietnia 2018

Skrzyżowanie


Tarnowskie ulice Bóżnic i Matki Bożej Fatimskiej - rozbieżne, przeciwstawne, każda w swoją stronę. Pomiędzy nimi - niczym przysłowiowym młotem a kowadłem - ulica Mickiewicza.

Podobno wieszcz narodowy był… Żydem - po matce pochodzącej z uszlachconych Żydów frankistów.

Mimowolnie wymowne skrzyżowanie…



wtorek, 27 marca 2018

Dreszcz


“Tu, w tym transporcie
ja, Ewa,
z synem moim Ablem.
Jeśli zobaczycie mojego starszego
- syna człowieczego, Kaina,
to mu powiedzcie, że ja...”

Dreszcz to nie tytuł wiersza Dana Pagisa, ale reakcja na niego.



niedziela, 25 marca 2018

Przeznaczenie


Zwykły człowiek chciałby umrzeć we śnie, artysta na scenie. Zwłaszcza tak wielki i tak mocno związany z jednym miejscem, jak Leonard Warren* z The Met.**

Zawał serca (lub wylew) w trakcie “Mocy przeznaczenia”, po odśpiewaniu arii "Urna fatale del mio destino"... Chichot, czy dar Losu?

“Morire! Tremenda cosa!
Sì intrepido, sì prode, ei pur morrà!”***



* urodził się jako Leonard Warenoff w rodzinie rosyjskich Żydów
** Metropolitan Opera w Nowym Jorku
*** fragment libretta “Mocy przeznaczenia”: “Umrzeć! Wielka rzecz! Taki nieustraszony, taki odważny, a jednak umrze!”


poniedziałek, 5 marca 2018

Punkt widokowy


Taka oto tabliczka znajduje się na drzwiach domu przedpogrzebowego cmentarza żydowskiego przy ulicy Miodowej w Krakowie:


Strzałka wskazuje “punkt widokowy” dla kohenów. Do tego tekst: Przyjmowanie gości Maor ve-Szemesz (Światło i Słońce) plus adres.*

Potomkowie kohenów (kapłanów ze Świątyni Jerozolimskiej - najwyższej kasty Izraela) nie mogą wchodzić na teren cmentarza, który jest miejscem rytualnie nieczystym. W przypadku śmierci bliskiego członka rodziny muszą zachować stosowny dystans. 

*tłumaczył - jak zwykle niezawodny - Zahar / Dani z Izraela. Dziękuję!

niedziela, 18 lutego 2018

Kuzyn


Leżąc w łóżku i oglądając Igrzyska Olimpijskie można zacięcie walczyć o to, co najważniejsze.

Walczy mój kuzyn. Od wielu miesięcy. Najpierw w rzeszowskim, teraz krakowskim szpitalu. Na Oddziale Hematologii.

Już nie ma własnego szpiku, a nowy jeszcze nie wie, czy lubi tego obcego faceta. Wszyscy czekamy, wstrzymując oddech. Za maseczką, lub drzwiami oddziału. We własnych łóżkach i przed własnymi telewizorami. Żona kuzyna w pobliskiej kaplicy ss. Felicjanek.

Liczba leukocytów - 0. Liczba erytrocytów - 80.

Oboje są bardzo wierzący, oboje wypatrują “znaków”. Ja jestem ateistką. Rzec można do - nomen omen - szpiku kości. Jednak i ja dostrzegłam znak. Opuszczając oddział po pierwszej wizycie, próbując wyswobodzić się z jednorazowego szpitalnego fartucha mój wzrok padł na sąsiednie drzwi i wiszącą na nich tabliczkę.

Jak mogłam zapomnieć?! Ordynatorem Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie jest prof. Aleksander Skotnicki. Teraz rozumiem, skąd opinia “najlepszego tego typu oddziału w Polsce”.

Z Panem Profesorem znamy się z… synagogi. “Znamy się” - to nadużycie, ale… na pewno wzajemnie życzliwie kojarzymy.

Babcia prof. Skotnickiego - Anna Sokołowska w czasie wojny ratowała Żydów. Na skutek donosu trafiła do Ravensbrück, gdzie zginęła.

Twórcą i pierwszym dyrektorem Kliniki Hematologii był prof. Julian Aleksandrowicz. W czasie pacyfikacji krakowskiego getta wraz z żoną i synkiem Jerzym (dziś znany psychiatra i psychoterapeuta) uciekł kanałami na tzw. stronę aryjską. Gdy do mieszkania, w którym się ukrywali, przyszli szmalcownicy, połknął cyjanek. Padł na podłogę, by... po dłuższej chwili powstać z martwych. Cyjanek był zwietrzały.

Kontynuatorem dzieła Juliana Aleksandrowicza, nie tylko w wymiarze naukowym, ale także humanistycznym, jest prof. Aleksander Skotnicki. Założyciel “Stradomskiego Centrum Dialogu” i Strażnik Pamięci ocalonych z Zagłady.

W 1975 roku wyszła książka prof. Aleksandrowicza - “Wiedza stwarza nadzieję”.




piątek, 9 lutego 2018

Piekarnia


Było ciemno i mroźno. Po intensywnym dniu wracaliśmy z okolic Lanckorony, głośno się zastanawiając, w którym fast foodzie upolujemy coś na kolację.

I nagle - Eureka! W Lanckoronie jest przecież piekarnia. Piekarnia fenomen, rzec muszę.

Gdy już zamkną muzeum, sklepiki, a nawet wszystkie kawiarnie; gdy turyści znikną z Rynku, a miejscowi w domach - jest ona - ostoja światła, ciepła i niebiańskiego wprost zapachu.

Chrupiące bochenki w kilku rodzajach? Gorące bułki prosto z pieca? Drożdżówki z serem, lub kakao? Proszę bardzo! Od rana do późnego, późnego wieczora.

To rodzinny interes. Z niebagatelną, liczoną od 1925 roku tradycją.

Wyszliśmy objuczeni pieczywem. W cieple ceramicznego pieca i ponad 90-letniej historii słowa takie, jak węglowodany… gluten… nikną w mącznej mgle, topią w maśle i płynnym kakao, tracą na swojej XXI-wiecznej demoniczności.

W korytarzu piekarni dodatkowo odkryłam Gwiazdy...



czwartek, 8 lutego 2018

Witraż



Kto się przyjrzał zdjęciu - już wie. Tak, to kolejny post z cyklu “Wszędzie widzę Gwiazdy Dawida” :)

Tu na witrażu w sławnej krakowskiej Pracowni i Muzeum Witrażu, kontynuatorce tradycji Krakowskiego Zakładu Witrażów S.G. Żeleński. Działa nieprzerwanie od 1902 roku, w dodatku wciąż w tej samej kamienicy.

Mistrzowie pracują przy tych samych stołach i biegają po tych samych kręconych, wewnętrznych schodach. Tylko widok z okna znacząco się zmienił.


środa, 7 lutego 2018

Willa Róż


Była sobie “Willa Róż”… W Lanckoronie. Wsi położonej 30 km od Krakowa. Urokliwej niczym Kazimierz Dolny.

“Willa Róż” - przedwojenny pensjonat i Haus Krakau-Land. Owiana niesławną legendą luksusowego miejsca narad i wypoczynku nazistów. Ponoć bywał tu sam Hans Frank…

Co możemy zobaczyć dzisiaj? Filary flankujące wjazd na posesję i cudowną aleję donikąd.



niedziela, 28 stycznia 2018

Śnieg


“Ptaszku ze wzgórza Hermon! Mój drogi przyjacielu,
Którego śpiew tak dobrze znam z wiersza Bialika,
Niech odrobinę śniegu przyniosą twe skrzydła
Z ojczyzny mojej - Wilna. Bym tu, w Izraelu
Jak piec gorącym, już nie odczuwał więcej zimna.”

/fr. wiersza “Śnieg na górze Hermon”, Abraham Suckewer/