Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Halkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Halkowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Śnieg


Od kilku tygodni sypie śnieg. Cicho, niepostrzeżenie uzupełnia wydeptane, rozjeżdżone ubytki dnia. Powoli, płatek za płatkiem osiada miękko: na drzewach, chodnikach, dachach samochodów. Po południowej drzemce i filiżance kawy podchodzę do okna, a on już tam jest. Jak pianka na cappucino, albo świeża, czysta, puchata kołderka.

Miło patrzeć na śnieg zza szyby ciepłego mieszkania. Po tej stronie świece, filmy, książki i wirtualny świat internetu, za oknem ten prawdziwy. W swoim białym przebraniu czaruje i uwodzi. Nikogo nie zwiedzie jego pozorna łagodność, ale już piękno - owszem.

Na zasypanych chodnikach nie słychać stukotu obcasów. Mróz zagnał dziatwę do domów. Tę samą ciszę i warstwę śniegu odnalazłam na kirkucie. Pod świeżą, czystą, puchatą kołderką śpi snem wiecznym Henio Halkowski.



niedziela, 6 lutego 2011

Wyjątkowa macewa


Na grobie Henryka Halkowskiego stanęła macewa. Dekoracja w stylu wycinanki żydowskiej, której mistrzynią jest była towarzyszka życia Henryka - Marta Gołąb. Motyw przewodni - jeleń. To jeden z najczęściej spotykanych symboli w żydowskiej sztuce sepulkralnej. Może wskazywać imię zmarłego, wszak Henryk to Hirsz (jid.), Cwi (hebr.), czyli jeleń. Częściej symbol ten świadczy o przynależności do pokolenia Naftalego, lub nawiązuje do cytatu z Pirke Awot (Sentencje Ojców): "Bądź silny jak lampart, lekki jak orzeł, szybki jak jeleń i śmiały jak lew, aby wypełnić wolę twego ojca w niebie."

Drzewo Życia - symbol z kręgu mistycyzmu żydowskiego. W głównym dziele tego nurtu - księdze "Zohar" - Bóg jest rosnącym w raju Drzewem Życia, na gałęziach którego przysiadają dusze sprawiedliwych. Jeleń stojący pod drzewem to artystyczny wyraz nadziei na życie wieczne.


A oto dlaczego macewę nazwałam wyjątkową...

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Lekcja


Czy egzamin może być lekcją? Ba!

Jak pamiętacie, w sobotę zdawałam dwa egzaminy - końcowe w tej sesji, a zarazem na studiach. Oba pisemne, po 1,5 h każdy: z historii krakowskich Żydów i Holokaustu. Obowiązywał ten sam schemat: kilka pojęć do wyjaśnienia, oraz - do wyboru - 1-2 tematy opisowe. Jesteście ciekawi szczegółów? Chętnie zanotuję je w tym miejscu, także dla własnej nader ulotnej pamięci.

Dzieje krakowskich Żydów. Pojęcia: Bejt Jakow, Sara Szenirer, Dow Ber Meisels, Podgórze, rumacje, Jan Olbracht, Makkabi, Ozjasz Thon. Tematy opisowe, które wybrałam: "Ulica żydowska" - osadnictwo Żydów od Średniowiecza do XIX wieku - miejsca i ich przeobrażenia", "Życie społeczno-kulturalne Żydów okresu międzywojnia". Holokaust. Pojęcia: Bełżec, Noc Kryształowa, Hans Frank, Wannsee, Irena Sendler. Temat rozprawki: "Działania i niemieckie ustawodawstwo antyżydowskie od dojścia Hitlera do władzy".

Jak napisała mi w mailu Kasia ino-ino: "Wiedziałam... ja wiedziałam, że tak będzie. Pójdziesz i wrócisz z dwiema obrzydliwymi piątkami" :):):)

Na pierwszym egzaminie do naszej podyplomowej grupy dołączyli studenci dzienni. Kilka osób spóźniło się i każdy zajmował pierwsze z brzegu wolne miejsce. Przez dłuższą chwilę nie zwracałam uwagi na siedzącą obok mnie dziewczynę. Gdy w chwili namysłu bezwiednie spojrzałam na jej kartkę, przed oczami zawirowały mi stawiane przez nią zgrabnie i pewnie hebrajskie litery. O ja mały żuczek! - pomyślałam tylko.

Pomiędzy egzaminami mieliśmy godzinną przerwę, miło spożytkowaną na kawę w "Chederze", który jest o krok od nowej siedziby Katedry Judaistyki. W tym czasie sprawdzono nasze prace. Po drugim egzaminie było podobnie. Kilkadziesiąt minut łapania słońca na uczelnianym dziedzińcu i - kolejne ogłoszenie wyników. Z lekkim i radosnym sercem podążyłam do Synagogi Starej, na wystawę wycinanek Marty Gołąb, ilustrujących "Opowieści Rabina Nachmana z Bracławia" w interpretacji Henryka Halkowskiego. Zdane egzaminy, rozpoczynający się właśnie Festiwal Kultury Żydowskiej, a także mój tygodniowy urlop wprawiły mnie w wyborny nastrój.

Henryk Halkowski pokusił się o pogłębioną analizę opowieści, które przy niewprawnym czytaniu mogą się wydawać zwykłymi baśniami. Tymczasem są to historie z drugim, a może nawet trzecim dnem. Historie zadomowione w mistycyzmie żydowskim. Bez znajomości Księgi Bahir, Zohar i sama nie wiem, czego jeszcze - nie sposób ich chociażby "dotknąć".

Wyszłam z synagogi na zalaną słońcem ulicę Szeroką. Oto zawsze będący sobą - ironiczny i bezpośredni erudyta - Henryk Halkowski dał mi "po nosie". Zadarłam głowę i zapatrzyłam się w błękitne niebo, po którym leniwie płynęły obłoczki. Jeden z nich - nieco bardziej pękaty, z czymś na kształt twarzy okolonej brodą - w rozedrganym, gorącym powietrzu sprawiał wrażenie trzęsącego się ze śmiechu. Odwzajemniłam uśmiech.


piątek, 1 stycznia 2010

Jorcajt


Drogim Odwiedzającym mojego bloga, jego Przyjaciołom, Sympatykom, Osobom, które tu zaglądają choćby tylko od czasu do czasu, gorącym Kibicom, Komentatorom i cichym, acz wiernym Czytelnikom życzę, by uczynili swój Nowy Rok takim, jakim chcą aby był. Mój 2010 na pewno będzie niezwykły, bo wkroczyłam w niego w doborowej kompanii... Waszej. Z kochanym Piotrem u boku i dzieckiem zwanym Bobe Majse :) Niech rośnie na chwałę pięknego żydowskiego świata, nabiera sił, będzie mądre, dowcipne i dzieli się z innymi tym, co ma najlepszego.


Nawet w najbardziej radosnych chwilach swego życia Żydzi powinni pamiętać o wielkiej tragedii, jaka spotkała ten naród - zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej. Na żydowską modłę zatem... słów kilka o czymś smutnym, acz nieuniknionym - śmierci. 1 stycznia 2010 przypada rocznica odejścia Henryka Halkowskiego. Kto zna żydowski Kraków - słyszał o Henryku. Człowiek-legenda, człowiek-orkiestra. Architekt, filozof, pisarz, dziennikarz, tłumacz, przewodnik. Wybitny znawca judaizmu. Ktoś powiedział, że do Krakowa przyjeżdżało się, aby zobaczyć Wawel, Rynek Główny, Synagogę Remu i porozmawiać z Henrykiem Halkowskim.

Miałam okazję poznać Go osobiście, choć bardzo przelotnie - ot, kojarzyliśmy się z widzenia, mówiliśmy sobie "dzień dobry". Spotykałam Henryka Halkowskiego na wydarzeniach festiwalowych i wykładach w Centrum Kultury Żydowskiej. Czasami je prowadził, czasami w nich uczestniczył. Nawiązywał kontakt z osobami siedzącymi obok, po cichu komentował to i owo. Miał cięty język i ogromną wiedzę, która onieśmielała, ale i przyciągała jak magnes. Chętnie się nią dzielił. Rozważałam poprosić Go kiedyś o spotkanie, o opowieść, opowieści. Nie zdążyłam. Nie miałam pomysłu, pretekstu. Teraz wiem, że Bobe Majse bardzo by mi w tym pomogło. Może wywiad? Na pewno dużo pięknych zdjęć. No, ale wtedy Bobe Majse nie istniało i nawet nie było go w planach. Może teraz jest dobrym duchem tego projektu?

Na szczęście ukazała się kolejna książka Henryka Halkowskiego - "Żydowski Kraków - legendy i ludzie". Gruba, ciekawa - wspaniała! Dopytywałam o nią Autora dwukrotnie, a on - jak zawsze dowcipnie i gorzko zarazem - tłumaczył dlaczego opóźnia się jej wydanie. Cieszę się, że ujrzała światło dzienne i stała się cenną pamiątką po tym wyjątkowym umyśle.

Jorcajt to w jidysz "rocznica" - rocznica śmierci. Dzień, w którym odwiedza się groby bliskich zmarłych, a także wielkich rabinów i cadyków, kładzie na macewach kamyki i zapala świece.



Henryk Halkowski spoczywa na kirkucie przy ul. Miodowej w Krakowie.