Nie muszę pisać, jak bardzo lubię takie zakątki, prawda? :) Jeden z nich odnalazłam w Jarosławiu, uroczym, nieco sennym miasteczku Podkarpacia. Dwie synagogi - blisko, bliziutko siebie i jakże piękny adres: Plac Bożnic. Duża i Mała, jedna z początku XIX, druga XX wieku. Obie przebudowane, ale z zewnątrz wciąż synagogalne. Charakterystyczne, półokrągło zwieńczone okna, Tablice Dekalogu na północnej ścianie Małej Synagogi.
W bezpośrednim sąsiedztwie stara kamienica, kiedyś pewnie żydowska. Dziś rudera, z pustymi oczodołami okien. Na próżno wypatrywać chłopców wracających z chederu i mężczyzn z synagogi.
Jarosław. Duża Synagoga.
Jarosław. Mała Synagoga.
Jarosław. Stara kamienica, ściana południowa, z widokiem na obie synagogi.
Jarosław. Stara kamienica, ściana północna, od strony cichej uliczki. W głębi z prawej "rąbek" Dużej Synagogi.
Jak nic sprawka cadyka! ;)
W komputerze Piotra znalazłam poniższe zdjęcie i pomyślałam: to czas, kiedy przypada rocznica śmierci Elimelecha z Leżajska. Wrzuciłam stosowne hasło w internetową wyszukiwarkę i... własnym oczom nie mogłam uwierzyć, że tak bardzo, tak bardzo trafiłam!
Na zdjęciu spokój, na zdjęciu pustka, a dziś w leżajskim ohelu tłumy chasydów z całego świata i setki migoczących świec. Szept modlitw, szelest kwitelech, radość, taniec i śpiew. Zostawmy wiernych sam na sam z cadykiem, uszanujmy ten ważny dla nich moment, zanurzmy się w ciszę tego miejsca sprzed i po jorcajt.
Tu dzisiaj płoną setki świec...
"Non omnis moriar - moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym."
/fr. wiersza "Non omnis moriar", Zuzanna Ginczanka/

"Na dnie kufra rzucony tkwi lichtarz;
On płomienia od wieków nie widział,
Ale w środku mu płonie modlitwa,
Co mówili w Szabas ją Żydzi."
/fr. "Przysłuchujcie się starym przedmiotom", Rafał Kmita/

Ponowna wizyta w Bielsku-Białej i ponowne odwiedziny bielskiego kirkutu. Od mieszkającego na terenie cmentarza dozorcy pożyczamy klucz i zaglądamy do wnętrza domu przedpogrzebowego. Wielkie, puste pomieszczenie, w którym niesie się głos. Pod jedną z pamiątkowych tablic dostrzegam menorę z malowniczo wypalonymi świecami. Zmarznięte dłonie wciskam w kieszenie kurtki. W jednej z nich mam pudełko zapałek. A gdybym tak... a gdybym tak na kilka minut zapaliła te świece, a Piotr uwiecznił je na zdjęciu? Przechodzę do działania. Zgrabiałe palce stawiają opór, a myśli krążą wokół pewnego wyjątkowego nagrobka, na którym nie udało się zostawić światełka pamięci. Tego dnia w Bielsku hulał wiatr.
"Mena odezwała się:
- Księżyc był czerwony, kiedy tamci ludzie szli spać... Teraz jest biały. Zupełnie inny. Czy też tamci wiedzą, jak wygląda biały księżyc?
Jeremi odpowiedział:
- Może w ogóle są dwa księżyce... Jeden dla tamtych, drugi - tylko dla nas."
/fr. "Dwa księżyce", M.Kuncewiczowa/
Kazimierz Dolny. Dzień targowy.
Najpiękniejsza jest determinacja w upamiętnianiu rzeczy nieistniejących. Czysta, absolutna i tak bardzo, bardzo potrzebna. Nie mam tu na myśli wmurowywania tablic pamiątkowych, którym oczywiście chwała, ale... Po pierwsze o istnieniu takiej tablicy trzeba wiedzieć, po drugie trzeba umieć ją odszukać, po trzecie zaś przeczytać. Żmudny to bywa proces, zwłaszcza gdy tablica wisi wysoko i jest imitującym płaskorzeźbę odlewem.
No dobrze, to może zamiast tablicy pomnik? Czemu nie, może być i pomnik. Trudniej go przeoczyć i łatwiej odczytać, co na nim napisano, ale... Nie wiem, jak Wam, mnie pomniki kojarzą się niedobrze, komunistycznie. Poza tym zazwyczaj są pompatyczne i kiczowate.
Można apelować do rozumu (tablica, pomnik), ale lepiej trafiać prosto w serce, jak Jacek Proszyk z Bielska-Białej. To z inicjatywy tego zakochanego w judaikach historyka na współczesnym budynku BWA kilka lat temu zawisły wielkoformatowe zdjęcia nieistniejącej już synagogi. Jak łatwo się domyślić, stała dokładnie w tym miejscu, a zniszczona została przez Niemców, we wrześniu trzydziestego dziewiątego.
Zwracające uwagę, intrygujące i poruszające - upamiętnienie idealne.
W przedwojennej krasie, zniszczona przez Niemców, nieistniejąca - trzy odsłony (w tym dwa zdjęcia) bielskiej synagogi postępowej.
Wybudowana w latach 1879-1881, w stylu mauretańskim, według projektu Ludwika Schöne i Karola Korna. Wzorowana na synagodze w Szombathely (Węgry). Źródło.