niedziela, 13 października 2013

Zagadka



Macewa na gdańskim kirkucie. Kamyki, kwiaty, świeca z chrześcijańskim motywem Świętej Rodziny i kwitele - nie-kwitele: “Z prośbą o dobrego męża”.

Kto zostawił te znaki pamięci, nadziei, a może… bezbrzeżnej rozpaczy, która na pomoc wzywa zaświaty? Kto pomieszał te wszystkie symbole i na czyim grobie? Czy ona była Polką, a on wielkim rabinem?

Zanim wykrzywimy usta, parskniemy śmiechem, lub powiemy coś krytycznego, zatrzymajmy się na chwilę. To mogła być także wychowana w polskich realiach Żydówka, chrześcijanka nieświadoma swoich prawdziwych korzeni. Osoba, która nagle odkryła żydowską tożsamość, a wraz z nią inną, wciąż jeszcze nie do końca oswojoną tradycję.

Czy to ma jakiekolwiek znaczenie, kim była kobieta prosząca o dobrego męża? Ta krótka i ulotna - żyjąca tak długo, jak papier na deszczu i wietrze historia pomieszanych symboli wzrusza. Pewnie dlatego zdecydowałam się ją opowiedzieć, a może… kazały mi to zrobić rosnące na kirkucie, natarczywie szumiące drzewa?
 

sobota, 12 października 2013

Zawsze coś

 

Na tym nagrobku lewity dzban się nie zachował, ale misa wciąż jest piękna…



Gdański kirkut. Natarczywy szum potężnych drzew. Zadbane, wypielęgnowane ludzką ręką miejsce. Pewnie i o Strażnikach Pamięci opowiadają drzewa.


Zawsze coś można skleić…


Zawsze coś można poskładać…


Zawsze coś można ocalić.
 

poniedziałek, 7 października 2013

Radość


Radość, wielka radość! Gdy widzę kolejną wyremontowaną synagogę, kolejny zadbany kirkut. Niewygodny temat i nierentowny obiekt dla jednych, powinność i wyzwanie dla innych. Do tych drugich mi bliżej, z tymi innymi mi po drodze.

Z sentymentu i dla porównania… Nasze stare zdjęcia i nowe, wspaniałe strony www odmienionych jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miejsc. 


Synagoga w Dąbrowie Tarnowskiej. 2007.


 Synagoga w Dąbrowie Tarnowskiej. Detal. 2007.


Synagoga w Dąbrowie Tarnowskiej. Detal. 2007.

Synagoga w Zamościu. 2006.


Synagoga w Zamościu. 2006.
Centrum “Synagoga” Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego

poniedziałek, 23 września 2013

Jerzy Kosiński


Jerzy Kosiński - pisarz, wykładowca uniwersytecki, prezes amerykańskiego Pen Clubu, kobieciarz, kolekcjoner pejczy, masek, zwolennik sadomasochizmu i przebieranek całe życie pozostał dzikim chłopcem z kometką - puszką-latarnią na długim sznurku, służącą do obrony przed prześladowcami, ale i zdradzającą miejsce pobytu.

Józef Lewinkopf (prawdziwe imię i nazwisko Kosińskiego) przeżył wojnę na wsi, względnie bezpieczny, z matką, ojcem i przybranym bratem. Nie stracił nikogo z bliskich. Zagłada była dlań “tylko” nienawiścią do “innego”, “obcego”, którego jeśli się oszczędza, to ze strachu przed karą.

W beletryzowanej biografii Kosińskiego Jerome Charyn pokazuje obu tych chłopców. Narratorami powieści są kolejno: Ian Diggers - niespełniony aktor, szofer, asystent i człowiek “od wszystkiego” Petera Sellersa; Swietłana Alliłujewa - córka Stalina; Martha Cuthbert Will - była żona Jerrego; Anya - prostytutka, domina i muza pisarza.

Charyn nie rości sobie prawa do zadawania pytań i udzielania nań odpowiedzi, nie pretenduje do stawiania kropki nad “i” w “sprawie” Kosińskiego. Beletryzowana biografia zdaje się być świetnym za(wy)biegiem literackim: ile w niej prawdy, a ile fikcji? - ta nurtująca całe pokolenia czytelników “Malowanego ptaka” wątpliwość, od teraz towarzyszyć będzie także lekturze książki Charyna. Jakie historie mogą opowiedzieć, jakie tajemnice zdradzić subiektywno-obiektywne, prawdziwie-nieprawdziwe postaci, w których życiu na moment zagościł Kosiński?  

Okrzyknięto go Wielkim Pisarzem i Wielkim Kłamcą, co na równi ekscytowało Nowy Świat. Ten świat był w stanie wybaczyć każde draństwo, byleby nie ujrzało światła dziennego. Sława ma swoją cenę, wyzwala wścibstwo i zazdrość. Pisał samodzielnie, czy korzystał z pomocy innych, a może innym “tylko” skradał literackie pomysły? “Malowany ptak” to dzieło Kosińskiego, czy tajemniczej Gabrieli? Wyszło spod jego pióra, czy jej korektorskiego, zielonego ołówka?

W Starym Kraju stawiano książce znacznie bardziej prozaiczne zarzuty: “Wychwalają styl i masę szczegółów, ale kładą nacisk na to, że taki niewdzięczny Żyd jak ja nie ma prawa oskarżać polskich chłopów, którzy uratowali życie jemu i jego rodzinie.”

“Pustelnikiem z 69 ulicy” chciał wszystkim zamknąć usta, uciąć plotki, położyć kres niedomówieniom, dowieść pisarskiego talentu i pisarskiej prawdziwości Kosińskiego. Nie zamknął, nie uciął, nie dowiódł.

Całe życie pozostał dzikim chłopcem z kometką - puszką-latarnią na długim sznurku, służącą do obrony przed prześladowcami, ale i zdradzającą miejsce pobytu. Każdy, kto próbował się do niego zbliżyć - jak do człowieka i jak do fenomenu, poniósł klęskę. Krok do przodu, dwa do tyłu - oto istota tańca z Kosińskim. Tylko jedno jest pewne - w jego żyłach płynęła autodestrukcja. Nie mógł przeżyć. Ani jeden dziki chłopiec nie przeżył.


        

sobota, 21 września 2013

Gość


“Hillel, aforysta sprzed dwóch tysięcy lat miał zwyczaj spacerować ze swymi uczniami. Jeden z nich zapytał go: “Mistrzu, dokąd idziesz?”. “Jak co dzień idę do domu przygotować ucztę mojemu gościowi”, odpowiedział mędrzec. “To ty, rabbi, masz codziennie gościa?”, zdziwił się uczeń. “Czyżby moja biedna dusza nie była gościem w mym ciele? Dzisiaj ona jest, jutro już jej nie będzie”, odpowiedział mędrzec.” /fr. “Izrael oswojony”, Ela Sidi/

Wraz z jesienią zawitała chęć ugotowania czegoś dobrego i… jesiennego właśnie. Treściwego, rozgrzewającego, poprawiającego nastrój.

Bulion z kulkami mięsnymi z imbirem, miętą i cieciorką.

Bulion warzywny:
- 2-3 marchewki
- 2 pietruszki
- 1 por
- 1 seler
- sól
- pieprz

Warzywa obrać, pokroić, ugotować do miękkości. Jeśli wywar j.w. okaże się za słaby, można go wzbogacić kostkami bulionowymi do smaku. Warzywa odcedzić, lub pozostawić w zupie.

Mięsne kulki:
- ½ kg mielonego mięsa wołowego
- 1-2 jajka
- ok. 10 dkg cieciorki
- cebula
- korzeń imbiru
- listki mięty
- sól
- pieprz
- oliwa z oliwek

Cebulę zeszklić na oliwie z oliwek. Mięso połączyć z jajkami, cebulą, ugotowaną i rozdrobnioną cieciorką, startym korzeniem imbiru i posiekanymi listkami mięty. Przyprawić. Gotować w formie niewielkich kulek.


środa, 11 września 2013

Nowe życie



Białystok. Huśtawka przed kamienicą, w której kiedyś mieszkali Żydzi (o czym świadczy zachowany ślad po mezuzie).


Chmielnik. Zjeżdżalnia przed synagogą.

Gdy te miejsca tętnią nowym, polskim życiem, czy choć jedna, jedyna myśl szybuje w stronę 2 milionów dziecięcych istnień, które pochłonął Holokaust?  
 

sobota, 31 sierpnia 2013

Był sobie kirkut...


Trójkąt zieleni pomiędzy ulicami Brzozową, Berka Joselewicza i św. Sebastiana to być może pozostałość po pierwszym kazimierskim cmentarzu żydowskim. Z pewnością zlokalizowany był poza murami miejskimi, do tej pory uważano, że w sąsiedztwie Synagogi Starej.

Ze wschodu przenosimy się na północ...

“Wzmianka o najstarszym cmentarzu przy kazimierskim Oppidum Iudaeorum pojawiła się w roku 1513, kiedy wymieniono dom położony “na Blechach, między fosą miejską z jednej, a małym mostem z drugiej strony, naprzeciw cmentarza żydowskiego”. Blechami nazywano przedmieście kazimierskie, położone pomiędzy północnym odcinkiem miejskiego muru obronnego, a ówczesnym korytem Wisły (późniejszej Starej Wisły*). Fosa miejska biegła równolegle do muru (...) - ów “mały most” mógł, ale nie musiał, znajdować się nad fosą, w przedłużeniu drogi wybiegającej w kierunku północno-zachodnim od strony Miasta Żydowskiego (dzisiejszej ul. Szerokiej), przez furtkę w murze, wzmiankowaną w roku 1553; odpowiadałoby to usytuowaniu mostka zaznaczonego na planie “senackim”. Cmentarz położony za murem obronnym Kazimierza, w takiej interpretacji, znajdowałby się w obrębie kwartału ujętego dzisiejszymi ulicami Miodową, Brzozową, Podbrzezie i Starowiślną.”  /fr. pochodzi z “Cracovia Iudaeorum 3D”/

*jej koryto zostało zasypane pod koniec XIX wieku i powstała obecna ul. Dietla