wtorek, 24 grudnia 2019

***


noc wigilijna
koń dorożkarski prycha
pyłem gwiaździstym


Bobe Majse & Pani Haiku :) życzą Wszystkim radosnych Świąt!

środa, 18 grudnia 2019

Spacer


Spacer, spacer przedświąteczny! Musieliśmy zobaczyć, jak Majchrowski udekorował Rynek ;) Atmosfera zacna, tylko… ludź na ludziu i ludziem pogania! Szybkim ruchem przeciskająco(się)-przyciskającym(torebkę, portfel, etc.) pomknęliśmy w stronę ulicy Szewskiej, do tzw. Taniej Książki, a jakże! Łowy okazały się udane, każde z nas wyszło z identyczną reklamówką, pełną prezentów dla drugiej strony :) Już niebawem miękko wylądują pod świątecznym drzewkiem.

W ostatniej chwili zauważyłam tytuł, który - z przyczyn oczywistych przykuł moją uwagę. Trzeba i warto być dla siebie miłą, nabyłam zatem “Krakowskie synagogi”. 




czwartek, 12 grudnia 2019

Stopy, rajstopy, czyli…


o seksualności Brunona Schulza na podstawie “Księgi obrazów”.

Najpierw… brak nagości, kobieta na piedestale (np. łoża), czołobitni adoratorzy. Symbolika, zagadkowość, niedostępność. Potem… nagość, zwyczajność (ulica, tapczan), zmięci mężczyźni. Spowszednienie.
Od dominy, nieosiągalnego ideału do zbrukanej, taniej prostytutki. Erotyzm, submisyjność, masochizm, obsesyjność motywów, ich powtarzalne natręctwo. Kobiety realistyczne, czasami naturalistyczne, mężczyźni widmowi. Ona i on zawsze osobno. Nie ma pomiędzy nimi uczucia, nie łączy ich związek.
One. Wyniosłe, dominujące, pewne siebie, obojętne, pełne pogardy, lub łaskawie pozwalające się adorować, przeświadczone, że męski hołd po prostu im się należy, nie nawiązujące kontaktu wzrokowego, zastygłe w wystudiowanych pozach: stojących, siedzących, leżących. Idealna linia nóg – wyeksponowanych, pierwszoplanowych. Stopy bose, lub obute w zgrabne, zmysłowo wyprofilowane, eleganckie pantofelki na obcasach.
Oni. Młodzi, w średnim wieku, starcy. Zapatrzeni w kobiety wzrokiem tęsknym, lub badawczym. Skoncentrowani na nogach, stopach. Idący kilka kroków za paniami, niżsi, mniejsi, uchylający kapelusza, zgięci w pokornych ukłonach, wyciągający dłonie w ich kierunku, bez nadziei na dotyk, bez śmiałości. Niektórym udaje się ucałować – łaskawie ofiarowaną kobiecą dłoń, co czynią z wyjątkowym zaangażowaniem i atencją. Niektórym towarzyszy pies – symbol ich własnej poddańczości; czasami pies o ludzkiej, męskiej twarzy. Jeden z mężczyzn wręcz wije się na miejskim chodniku, zapatrzony w ponętnie wysuwaną z buta stopę górującej nad nim kobiety.
Powyższy schemat zachowany nawet na rysunkach przedstawiających dziewczęta i młodzieńców. Ci ostatni zawstydzeni, nieśmiali. Dziewczęta zdradzają wyższość dorosłych kobiet. Są takie śmiesznie stare-maleńkie.
W scenach domowych mężczyźni klęczą przed siedzącą na krześle/fotelu, lub leżącą na łóżku kobietą i dotykają, całują jej stopę. Czasami ich głowa, kark, plecy służą za podnóżek. Te, zdawałoby się upokarzające zachowania sprawiają im widoczną przyjemność.
Cały cykl rysunków przedstawia adorację kobiecych stóp. Jeden z mężczyzn śpi zwinięty w kłębek u nóg swojej wybranki. Pomimo schematycznie nakreślonej postaci widać wyraźne zadowolenie na jego twarzy – błogą szczęśliwość.
Przed jedną z kobiet mężczyzna chłepce wodę z miski. To także nawiązanie do wiernego psa, niemalże niewolnika. Inny myje kobiece stopy. Albo tęsknota za kontaktem fizycznym, albo zachwyt nim. Są także kobiety ze szpicrutami, z których niejedna robi użytek. Niektórzy mężczyźni mają twarz Schulza. Jest także mężczyzna niosący kobietę na barana. 
Mężczyzna Schulza to często człowieczek. Kaja się, błaga, przeprasza, intensywnie wpatruje, marzy, odczuwa zadowolenie. Jeden, dwóch, pięciu, siedmiu… przed kobietą rozpartą na tapczanie, fotelu.
Naga kobieta na scenie, mężczyzna podglądający ją zza kotary. Tylko głowa w uniżonej pozie. Albo krawiec przed swoją klientką. On klęczy, ona dominuje, paradując nago po pracowni.
Wiele przedstawień kojarzy się z salonem domu publicznego (na dom publiczny wskazuje także miska z wodą). Kilka kobiet, kilku mężczyzn – wszyscy o submisyjnych skłonnościach.
Nikt już nie kwestionuje masochizmu Schulza, biografowie szukają raczej jego przyczyn. Małym Brunonem zajmowała się okrutna opiekunka, która biła i karciła kilkuletniego chłopca.
Schulz miał ambiwalentny stosunek do kobiet. Dzielił je na dwie kategorie: Muz i dziwek. Inspirację, uwielbienie, porozumienie duchowe i intelektualne oddzielał grubą kreską od seksu. Bał się kobiet, a już na pewno kobiet “na życie”. Schulz był masochistą, a jego skłonności tylko pogłębiały rozdźwięk jak wyżej. Masochistą i fetyszystą.
Stopa, bucik, noga w pończosze… 

wtorek, 10 grudnia 2019

czwartek, 5 grudnia 2019

Azymut na cadyka


Przy okazji pewnego spotkania w Instytucie Judaistyki UJ w Krakowie dowiedziałam się, że niektóre nagrobki na cmentarzach w Izraelu pomalowane są na niebiesko.

Wiecie dlaczego? Ja nie wiedziałam. 

Kolor przyciąga uwagę i od razu kieruje przybysza (w domyśle religijnego Żyda) do macew cadyków, przy których zostawia się modlitwy i kwitele. Wybór koloru nie jest przypadkowy, nawiązuje do nieba. Wielcy rabini i cadycy są pośrednikami pomiędzy ludźmi a Bogiem, zanosząc doń wszystkie ziemskie prośby.

Malowanie ważnych nagrobków nie wynika z tradycji żydowskiej, jest po prostu użytecznym zwyczajem.

Za ilustrację niech posłuży zdjęcie wykorzystane już w innym poście - “Wielki Błękit”. Miejsce akcji: cmentarz żydowski w Chmielniku, a raczej to, co z niego zostało. Tymczasem nad kirkutem...



poniedziałek, 4 listopada 2019

Tefilin


“Mój kraj jest światłem jak szalem modlitewnym otulony
Domy stoją jak pudełeczka tefilin
Jak rzemienie tefilin rozciągają się drogi, nakreślone ręką.”

/Avraham Shlonsky/

Ten wiersz przypomina mi się zawsze tuż przed lądowaniem w Polsce...


niedziela, 3 listopada 2019

Metoda


Można powiedzieć, że post “Córka” wpisuje się w Ustawienia Systemowe (konstelacje rodzinne) Berta Hellingera. Terapeuci pracujący tą metodą rzuciliby się na mnie ochoczo :), tym bardziej, że tekst powstał ładnych parę lat po zainteresowaniu się przeze mnie tematyką żydowską i ukończeniu studiów podyplomowych w tym przedmiocie.
 
Co więcej (i co ważniejsze) jest równoznaczny z odkryciem rodzinnej “tajemnicy”, nosi w sobie wyraźny element nieświadomej pokuty za czyn kogoś z systemu. Oświecony przez terapeutów kuzyn powiązał fakty, tzn. moje hobby z tym, co słyszał w domu, a o czym ja nie miałam pojęcia. Od razu zadzwoniłam do ciotki i tyle, ile pamiętała (bez przeinaczania faktów) wydusiłam z niej i zapisałam.

Moja mama nie znała (?) tej historii, w każdym razie nigdy mi jej nie opowiedziała, choć tematy rodzinne stanowiły pokaźny odsetek naszych rozmów. Żydzi także byli w nich obecni, mama darzyła ich szacunkiem i sympatią. Tyle (aż tyle!) zapamiętałam, zapamiętałam nader wyraźnie. 

Rodzina jest oczywiście bardzo ważna i ma wielki wpływ na nasze życie. Terapeuci czasami mówią, że każdy człowiek ma tylko dwa problemy: tatusia i mamusię :) (fachowcy od Hellingera dodają doń całe pokolenia). Zachwycona faktem, że kuzyn korzysta z tego typu pomocy, poleciłam mu inną “metodę” - psychodynamiczno-eklektyczną. Nie lubię i obawiam się terapii prowadzonych w jednym, ściśle zdefiniowanym nurcie.

A jeśli już przy psychologii i psychoterapii jesteśmy, posłuchajcie sobie w necie Katarzyny Miller. Ma ponad czterdziestoletnie doświadczenie w pracy terapeutycznej i kilkanaście poradników na koncie. Jest konkretna, bezpośrednia, luźna, dowcipna – po prostu świetna!