poniedziałek, 19 kwietnia 2010

O samotności ginących


Dzień wybuchu powstania w getcie warszawskim był zarazem pierwszym dniem Pesach - święta wolności. Niegdyś Żydzi zrzucili jarzmo niewoli egipskiej, teraz chwycili za broń przeciwko nazistowskim mordercom. Przy całej optymistycznej symbolice daty, bojownicy getta nie liczyli na zwycięstwo. Chcieli tylko i aż zginąć w walce. Dziewiętnasty kwietnia 1943 roku. Minęło 67 lat. W dni takie jak ten czytam Miłosza i... myślę o samotności ginących.


"W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety."

/Cz.Miłosz "Campo di Fiori"/




10 komentarzy:

  1. wina nie pijam ale winogrona to teraz bym schrupala :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię ten wiersz, według mnie to jeden z najlepszych utworów Miłosza. Obraz powstania w getcie najmocniej przemówił do mnie z kartek książki Hanny Krall "Zdążyć przed panem Bogiem". Poruszająca książka. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle cudowne zdjęcia i pomysł na nie (że się powtórzę). I dzięki za przypomnienie tego wiersza. W czasach szkolnych inaczej się o nim myślało...

    Coś (Ktoś) nam każe w ostatnich dniach myśleć o śmierci, i to w wersji tragicznej, nagłej... już trochę nie mam siły, choć zwykle znajduję miejsce na Powstanie...

    Chciałabym podzielić się z Wami jednym z moich ulubionych wierszy Rilkego:

    "Wielka jest śmierć.
    Wciąż z naszych krtani słychać jej śmiech.
    Gdy w pełni życia mamy ją za nic,
    Płakać z otchłani
    Dusz naszych śmie"

    (tłum. M.Froński)

    Pozdrawiam ciepło z Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dear Bobe, from across the world in Argentina precisely, I have cried with your poems, rising as if it were longer, as each grape had been in my hands, as if outside the square plaza in my neighborhood, as if the blood was my blood, if bobe ...
    From the other side of the world, you're not the only bobe of your grandchildren, you're the bobe many more, all walked in the Diaspora, and you with your soul sencible, we do remember, makes us see what happened, we samples graves remind us that it was in heavy, and the ghetto uprising is not forgotten, but in the memory of all Jews in the world, even those who live far away from Eretz Israel, God bless you Bobe, Hashem that fill your life, Shalom Chany

    OdpowiedzUsuń
  5. Elle i Saro, bardzo dziękuję - także w imieniu Piotra (mój pomysł, Jego wykonanie).
    Jolu, osobiście Miłosza cenię za dwa wiersze - ten i "Biedny chrześcijanin patrzy na getto", o którym z pewnością będzie na blogu.
    Wszystkich serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dear Chanystore, thank you so much for your emotional comment. I am moved. Besides, it is amazing for me that Bobe Majse is read in Argentina! As well I am glad that google translator is efficient. All the best for you, your relatives and friends. Shalom! Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęcam do przeczytania artykułu Tomasza Szaroty "Czy śmiały się tłumy wesołe?" pełnego odniesień do różnego rodzaju źródeł dotyczących karuzeli wymienionej w wierszu:

    http://niniwa2.cba.pl/szarota_karuzela_na_placu_krasinskich.html

    "Przyznaję, że gdy we wrześniu 2003 r. napisałem do Czesława Miłosza list z prośbą, by zechciał powiedzieć mi o okolicznościach powstania owego sławnego, pięknego, a zarazem poruszającego wiersza, bałem się, że nie otrzymam żadnej odpowiedzi. Stało się inaczej. W liście wysłanym z Krakowa 17 września 2003 r. mogłem przeczytać: "W czasach okupacji rzadko w okolicach placu Krasińskich bywałem, bo mieszkaliśmy na przeciwległym krańcu Warszawy, w ostatnim wówczas domu przy Alei Niepodległości (...) Jerzy Andrzejewski mieszkał na Bielanach i wymienialiśmy listy ze sobą, dostarczając je wzajemnie w Śródmieściu. Ale niekiedy, choć rzadko, jeździliśmy do Andrzejewskich na Bielany. Tak też się stało w niedzielę świąteczną, nie pamiętam daty, jak Pan obliczył 25 kwietnia 1943. Widziałem na własne oczy kręcącą się karuzelę i jeżdżące na niej pary. Mój wiersz nie jest więc metaforą, jak przypuszcza Matuszewski (o tym za chwilę - T. S.), ale wynikiem wstrząsu, jakim było równoczesność zabawy na karuzeli i walki za murem getta. Szczegóły walki zachowały się w mojej pamięci, ale zbyt niepewne, żebym je w wierszu zarejestrował. Notabene Andrzejewski zapewne pisał wtedy 'Wielki tydzień' i opowiedziałem mu, co zobaczyłem przejeżdżając przez plac Krasińskich". "

    "Kilka słów mego komentarza jako historyka. Otóż dla mnie "Campo di Fiori" to bynajmniej nie jest "licentia poetica". Dałem temu wyraz, gdy "czas pięknej warszawskiej niedzieli" skonkretyzowałem jako 25 kwietnia 1943 r., pierwszy dzień świąt wielkanocnych. Pisząc ten artykuł już nie wątpię, choć jeszcze parę miesięcy w to wątpiłem, że Czesław Miłosz rzeczywiście widział w ową niedzielę karuzelę na pl. Krasińskich, na której "wzlatywały pary/wysoko w pogodne niebo". Co prawda tramwaj, którym przyjechał on na plac, dalej już nie kursował, więc musiał z niego wysiąść i przyglądać się tej scenie stojąc na placu, a nie z okien mającego dłuższy postój tramwaju, to jednak nie ma w tej sprawie większego znaczenia. Natomiast znaczenie ogromnie istotne ma zdanie "Śmiały się tłumy wesołe", które może być i jest odbierane, jako krzywdzące uogólnienie, niemal jako symbol stosunku do powstania w getcie całej warszawskiej społeczności. Nie ukrywam, że właśnie z tego powodu powstał niniejszy artykuł."

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam ten wiersz Miłosza, mówi całą prawdę o tych chwilach. Zdjęcia są bardzo wymowne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń