Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oświęcim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oświęcim. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lutego 2021

Wódka contra nalewka

 

Wódki nie pijam, dlatego reaktywowaną żytnią Haberfeldówkę li tylko obfotografowałam. Likierom nie byłam w stanie się oprzeć! Od razu kupiłam dwa: wiśniowy i orzechowy. Pierwszy lepszy, aczkolwiek daleko mu do “Pijanej Wiśni”, przy drugim trochę się męczę.

 

Żadnego nie kupię ponownie, choć tego typu projekty wspieram całym sercem. Finalnie jednak decyduje smak i cena, czasami w odwrotnej kolejności. Likiery są drogie (między 60 a 70 PLN za niedużą butelkę) i nie pozostawiają niebiańskich wrażeń.


Piszę szczerze, co nie zmienia faktu, że do Haberfeldów mam sentyment. Dobrze, że ich alkohole zostały wskrzeszone. “Lubię”/”nie lubię” to kwestia gustu. Jeśli znajdą swoich amatorów - bardzo proszę. Niech sprzedają się w tysiącach flaszek! 

 

 

niedziela, 31 stycznia 2021

Reaktywacja


Jakób Haberfeld reaktywacja! W tym na bank maczał palce Mirek Ganobis (kolekcjoner, pasjonat historii Oświęcimia i okolic), który kiedyś wspomniał, że jest szczęśliwym posiadaczem przedwojennych receptur Fabryki Wódek i Likierów Jakóba Haberfelda.

 

Miałam przyjemność wąchać przedwojenne oryginalne zaprawki do owych wódek - zapachy ziół, miodu i anyżu, które liczą sobie ponad osiemdziesiąt lat! Wciąż mam w pamięci piękną, choć w czasach mojego dzieciństwa bardzo już podupadłą rodową kamienicę Haberfeldów, gdzie na parterze mieścił się przyfabryczny sklep.


Czy wizyta w osiedlowej “Biedronce” może być ekscytująca? Gdy natrafia się na takie historyczne rarytasy - owszem, nawet bardzo!


  
Wódka z żyta, koszerna - a jakże!

niedziela, 1 marca 2020

Wytyczna


Nie należy do moich idoli, ja zresztą takowych nie posiadam. Idoli… autorytetów… Jako ateistka nie uznaję słów “Bóg” i “grzech”. Jednak dla 95% (podobno:D) katolików w Polsce powinna to być niekwestionowalna wytyczna. Czy jest?

Mural wypatrzyłam w Oświęcimiu. Podwójnie wymowny zatem...


piątek, 29 marca 2019

Zbliżenie XIII


“W godzinę po opuszczeniu Krakowa nasz pociąg zatrzymuje się na jakiejś większej stacji. Gotycki napis obwieszcza nazwę miejscowości “Auschwitz”. Nic nam to nie mówi. Nigdy nie słyszeliśmy o niej.”

/Miklós Nyiszli, fragment wspomnień “Byłem asystentem doktora Mengele”/


 Dworzec kolejowy w Oświęcimiu. Z kolekcji Mirosława Ganobisa.

niedziela, 26 lutego 2017

Ślicznotka


Żydowska ślicznotka - motyw, który zauważyłam na kilku przedwojennych zdjęciach. 

Stoi bokiem, z odwróconą do tyłu głową. Lewą rękę opiera na biodrze, w prawej trzyma jakiś przedmiot, lub smakołyk. Nie ucieka przed obiektywem aparatu, raczej reaguje na coś. Żarty, lub zaczepki stojących dookoła chłopców. Czy fotograf powtórzył ujęcie, gdy w końcu spojrzała przed siebie?


Oświęcim, ul. Żydowska

Zapatrzona na kogoś lewą dłonią odgarnia włosy. Może to przypadkowy gest, a może poprosił o niego fotograf? Słońce razi, mimo to wystawia twarz na jego dobroczynne działanie. Tylko kilka kroków dzieli ją od cienia.


Lublin, Brama Gnojna
Źródło

Biegnie szybko, pewnie, przed siebie, choć tu wszędzie jest niedaleko. Gęste włosy nawet nie drgną, dzień pewnie bezwietrzny. Tylko ona się spieszy. Dokąd? Do warsztatu, lub sklepu ojca, a może do domu, bo tyle jeszcze do zrobienia na Szabas?

Kraków, ul. Józefa
Źródło

Jest także Tarnów... W pierwszej chwili niezauważalna na środku tłocznej, ujmowanej z dystansu ulicy. Ona jedna nie stoi - pozuje i to wyróżnia ją z grupy gapiów. Mam w albumie, nie mogę znaleźć w necie.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Brit mila


“Chodź przede mną i bądź doskonały. A ustanowię przymierze między mną a tobą (...) i rozmnożę cię nader wielce (...) I ty tedy będziesz strzegł przymierza mego i potomstwo twoje po tobie w pokoleniach swoich (...) Obrzezany będzie u was każdy mężczyzna; a obrzeżecie ciało napletka waszego, aby było na znak przymierza między mną i wami” (I Mjż 17,2.3.9.11). 

Nóż do brit mila (obrzezania) to rzadko spotykany symbol na nagrobkach żydowskich. Do tej pory znalazłam dwa - w Pszczynie i Oświęcimiu. Jest nośnikiem pewnych informacji o płci (mężczyzna) i zawodzie (mohel) zmarłego.


Nagrobek mohela (osoba dokonująca obrzezania) w Oświęcimiu.


Nagrobek mohela (osoba dokonująca obrzezania) w Pszczynie.
 

niedziela, 5 lipca 2015

Klamka


Zwykła otwiera drzwi domu.
Taka jak ta - Przeszłości.


Dom Szymona Klugera w Oświęcimiu. Obecnie “Cafe Bergson”.

niedziela, 21 czerwca 2015

Tabliczka


Tylko tyle żydowskości... 

 

ul. Berka Joselewicza, Oświęcim

środa, 28 maja 2014

Mechica


- “Już po mnie” - szepnęłam Piotrowi, widząc mężczyzn wnoszących parawan do głównej sali modlitewnej krakowskiego Templa. Oznaczało to tylko jedno: za chwilę będę musiała opuścić dogodny punkt obserwacyjny i usiąść za przepierzeniem. Dlaczego? Bo jestem kobietą, a kobiety i mężczyźni w synagodze modlą się i świętują - np. uroczystość bar micwy oddzielnie.

Miałam jednak trochę szczęścia. Po pierwsze rodzina chłopca nie należała do ortodoksyjnych (o czym najdobitniej świadczył strój jego matki), a zatem wspomnianego podziału nie przestrzegano restrykcyjnie. Po drugie kobietom udostępniono także balkon, skąd widok był o… całe piętro lepszy niż z ławek na parterze. Mogłam też dawać Piotrowi dyskretne znaki, co jeszcze warto sfotografować.

Mechica - hebr. przegroda, parawan, przepierzenie. Stosowana w synagodze by zapewnić rozdział mężczyzn od kobiet.


Mała Synagoga. Wrocław. Miejsce dla kobiet (za firankami) wydzielone w głównej sali modlitewnej męskiej.


Synagoga Chewra Lomdei Misznajot. Oświęcim. Miejsce dla kobiet (za wewnętrznymi oknami z firankami) w oddzielnym pomieszczeniu, bezpośrednio przylegającym do głównej sali modlitewnej męskiej.


Synagoga Kupa. Kraków. Miejsce dla kobiet na balkonie, emporze, galerii nad główną salą modlitewną męską. W przypadku tej synagogi empora ma kształt litery U (nie występuje jedynie na ścianie wschodniej) i dodatkową zabudowę z okienkami.

wtorek, 15 października 2013

Tory


“Kiedyś zjawił się u mnie po nocy jakiś rabin i prosił o przechowanie dziesięciu bardzo starych i cennych Tor. Całą noc mi tłumaczył, że kto uratował Torę, to jakby uratował człowieka. I że Tory powinny być przechowywane na stojąco. Co miałem robić. Wziąłem te Tory. Później bałem się rewizji. Biegałem jak głupi z nimi ze strychu do piwnicy i na odwrót. Zawsze oczywiście trzymałem je na stojąco. (...) po wojnie przyjechali do mnie tacy goście z Żydowskiej Komisji Historycznej. I wie pan co zrobili? Wrzucili te Tory na samochód na leżąco i pojechali. A ja się tak cały czas starałem, żeby one stały.”

/fr. “Magister Tadeusz Pankiewicz. Biografia”, Anna Pióro/


 Tory w aron ha-kodesz. Synagoga Chewra Lomdei Misznajot w Oświęcimiu.


Tory w aron ha-kodesz. Synagoga Mała we Wrocławiu.
 

niedziela, 1 kwietnia 2012

Fotograf z Auschwitz


Szef Wydziału Politycznego Maximilian Grabner wzbudzał strach nawet w innych oficerach SS, a jednak fotograf więzień zwrócił się do niego słowami: "Bardzo proszę zająć miejsce i niech pan nie będzie taki spięty (...) Niech pan nie myśli o obozie, niech pan pomyśli o Alpach." Udało się i morderca zza biurka na zachowanej fotografii wygląda po ludzku.

Wciąż żyje człowiek, który pamięta to zdarzenie. Jest nim ów fotograf więzień - Wilhelm Brasse. Fotograf z Auschwitz. Robił zdjęcia katom i ofiarom, a czasami bratkom w wazonie. Reprodukowane w tysiącach egzemplarzy służyły oprawcom spod krematoryjnych kominów do wysyłania pozdrowień rodzinom w Rzeszy.

Zdjęcia więźniów zna cały świat. Policyjne w trzech pozach: z profilu, en face, z półprofilu w nakryciu głowy, oraz dokumentujące zbrodnicze eksperymenty medyczne, w tym na tzw. bliźniętach Mengelego. Wychudzone nagie ciała kilkunastoletnich dziewczynek i ich przerażone oczy prześladowały Brassego jeszcze wiele lat po wojnie. Odszedł z zawodu, a przecież był świetnym portrecistą. Znał wszystkie tajniki swego fachu i miał talent. Dzięki niemu (nie bez znaczenia był także wyniesiony z domu biegły niemiecki) przeżył Auschwitz, nie będąc bitym i głodzonym, mógł też pomagać innym. To dużo.

Gdy wybuchła wojna, Wilhelm Brasse wraz z kilkoma kolegami usiłował przedostać się na Węgry. Tuż przed granicą uzbrojona grupka Łemków aresztowała uciekinierów. Po więzieniach w Sanoku i Tarnowie trafił do Auschwitz. W 1940 roku. Syn Austriaka i Polki kilkakrotnie otrzymał propozycję - jak sam to określił - niehonorowego opuszczenia obozu. Nigdy nie podpisał folkslisty i nie wstąpił do Wehrmachtu. Wyzwolony przez Amerykanów w Ebensee wrócił do rodzinnego Żywca, gdzie mieszka do dziś.

Prawie pięć lat w Auschwitz... Był taki moment, kiedy przeklął Boga i matkę. Zbyt często słyszał od swojego szefa: "Brasse, ja widzę czarno dla ciebie" i był świadkiem zbyt wielu zbrodni. Prawie pięć lat w Auschwitz, prawie pięćdziesiąt tysięcy fotografii więźniów. Umęczonym ludziom nie mógł powiedzieć: "Niech pan nie myśli o obozie." Może to bolało najbardziej? Może to boli do dziś?

Wilhelm Brasse na spotkaniu autorskim w MOCAK-u. Październik 2011. Promocja książki "Wilhelm Brasse. Fotograf. 3444. Auschwitz 1940 - 1945"

czwartek, 7 lipca 2011

Wielka pustka


Powinnam się przyzwyczaić. Do żydowskiej pustki mojego rodzinnego miasteczka. Pustki po tych, którzy zginęli, lub wyjechali po wojnie, pustki po spalonej przez Niemców Wielkiej Synagodze. Cieszy odrestaurowana i godnie użytkowana Chewra Lomdei Misznajot, a także dobrze zachowany kirkut. Jest jednak coś, co tę radość mąci. Na początku XXI wieku z ocalałego żydowskiego pejzażu Oświęcimia zniknęły ważne i piękne obiekty. Z uwagi na zły stan techniczny wyburzono kamienicę i fabrykę rodziny Haberfeldów, oraz dom modlitwy chasydów z Bobowej. Przycichła i opustoszała przyrynkowa uliczka Berka Joselewicza - dawniej Żydowska. Po unikalnej, przedwojennej zabudowie zostały zarośnięte trawą place. Nieprzesłonięty niczym widok nadrzecznego bulwaru tylko wzmaga poczucie nieodwracalnej straty. Z czasem wyrosną tu pewnie hotele, lub apartamentowce i już nikt nie będzie pamiętał o żydowskich domach, nikt nie odczuje dotkliwej pustki.

Wielka Synagoga w Oświęcimiu. Nie istnieje.
Jej ostatnia odsłona - w stylu mauretańskim - z przełomu XIX i XX wieku.
Zdjęcie z kolekcji Mirosława Ganobisa, źródło.


Podczas prowadzonych w 2004 roku wykopalisk archeologicznych odkryto przedmioty liturgiczne pochodzące z Wielkiej Synagogi. Eksponowane w Centrum Żydowskim w Oświęcimiu.


Hebrajski napis: mazal tamuz sartan. Znak zodiaku (mazal) Rak (sartan), który przypada na przełom czerwca i lipca (miesiąc tamuz w kalendarzu żydowskim).

Kamienica Haberfeldów w Oświęcimiu. Nie istnieje.
Zdjęcie z kolekcji Mirosława Ganobisa, źródło.
Moje ulubione zdjęcie. Wietrząca się w oknie i na balkonie pościel, uliczny tłum... Za chwilę ktoś wejdzie do firmowego sklepu, lub restauracji "Monopol"... Przybytek kulinarny w dawnym domu Haberfelda istniał jeszcze w czasach mojego dzieciństwa. Nazwy lokalu nie pamiętam, ale - kto wie - może i ona nie uległa zmianie? Wszak komuniści mieli monopol na wszystko ;) Bardzo miło wspominam zjedzony tam kiedyś obiad. Nie chodzi o smak potraw, ani wystrój lokalu, raczej spędzony wspólnie z rodzicami czas, a może... a może to było coś zupełnie innego? Przeczucie tego, czym zajmuję się dzisiaj; tego, co dzisiaj jest dla mnie tak ważne, nawet jeśli już nie istnieje?

Umierająca kamienica Haberfeldów.
Zdjęcie z kolekcji Mirosława Ganobisa, źródło.



Dom modlitwy bobowskich chasydów w Oświęcimiu. Nie istnieje.
Zdjęcie z Wikipedii, źródło.
Przez jakiś czas w budynku mieściła się siedziba Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Izraelskiej, którego założycielem był - wielokrotnie wspominany na blogu - Mirek Ganobis. Niestety, władze miasta cofnęły zgodę na użytkowanie lokalu. Obietnica remontu okazała się niewystarczająca.

Nie istnieje... Nie istnieje... Pustka... Pustka... Powinnam się przyzwyczaić???

poniedziałek, 30 maja 2011

"Dotknięcie anioła"


Chyba jeszcze nigdy nie komentowałam żadnego wydarzenia na gorąco. Pora to zmienić. Przed chwilą wróciłam ze spotkania z Henrykiem Schönkerem - autorem wspomnień "Dotknięcie anioła", spotkania promującego trzecie wydanie książki.

Elegancki i uroczy Henryk Schönker długo i wzruszająco opowiadał o tym, jak ocalał on i jego najbliższa rodzina; kto i jak im w tym dopomógł; jak niezwykłe, wręcz metafizyczne okoliczności towarzyszyły walce o przeżycie. Wspominał ojca - Leona Schönkera, któremu okupant powierzył organizację i prowadzenie Biura Emigracyjnego w Oświęcimiu. Zanim Niemcy przypieczętowali los Żydów na konferencji w Wannsee (1942), istniały plany ich wysiedlenia z okupowanej Europy. Dziś trudno uwierzyć, że Oświęcim - ten rozpoznawalny na całym świecie symbol Zagłady, mógłby kojarzyć się zupełnie inaczej - jako miasteczko nadziei i ratunku.

Dr Artur Szyndler z Centrum Żydowskiego w Oświęcimiu przypadkowo natrafił w jerozolimskim archiwum na dokumenty potwierdzające istnienie owego Biura Emigracyjnego. Tym samym zamknął usta wątpiącym historykom, którzy ten wątek wspomnień Schönkera traktowali jako wytwór fantazji, przekręcone fakty, lub... marketingowy zabieg wydawcy książki.

Osiemdziesięcioletni Henryk Schönker mieszka z żoną, także Polką ocaloną z Holokaustu, w Tel Awiwie. Ma trzy córki i dziesięcioro wnucząt. Jego kolejna książka ukaże się niebawem w Polsce. To zapis rozmyślań starego Żyda na temat Zagłady. Jak mogło do niej dojść i gdzie był wtedy Bóg.

Od lewej: Katarzyna Madoń-Mitzner (Ośrodek Karta), Henryk Schönker, Artur Szyndler (Centrum Żydowskie w Oświęcimiu).

Zapytany przeze mnie Autor potwierdził, że przytoczona w książce przepowiednia niepełnosprawnego umysłowo chłopca to prawda, nie literacki ozdobnik.

Willa Schönkerów w Oświęcimiu (2004).

Willa Schönkerów w Oświęcimiu (2004).

sobota, 11 grudnia 2010

Pokój skarbów


O Mirku wspominałam na Bobe Majse co najmniej dwukrotnie, w postach o Pannach Haberfeldównach i Szymonie Klugerze. Mirek Ganobis mieszka w Oświęcimiu i jest tego miasta, a mówiąc precyzyjniej - całej Ziemi Oświęcimskiej wielkim miłośnikiem. Jest także kolekcjonerem. Zbiera wszystko, co pochodzi z Oświęcimia, lub się z nim wiąże. Dokumenty, fotografie, pocztówki, meble, przedmioty i bibeloty. Wszystko zaczęło się od... a jakże - Haberfeldówien. O ile w moim posiadaniu są trzy "siostry", o tyle Mirek ma ich całą, ho, ho jak liczną rodzinę! Przypomnijmy, że Panny Haberfeldówny to butelki z przedwojennej oświęcimskiej wytwórni wódek i likierów Jakóba Haberfelda.

Jak poznałam Mirka? Najpierw wirtualnie, za sprawą przypadkowo odkrytego bloga. Potem była wymiana maili, a po kilku miesiącach udało nam się spotkać osobiście. Spędziliśmy wspólnie (ja, Piotr, Mirek) równe dwanaście godzin i każda minuta była bezcenna. Zwiedziliśmy synagogę, kirkut, zamek, pospacerowaliśmy po starym Oświęcimiu - tym najbardziej "przedwojennym". Był obiad, kawa i... wyjątkowy deser. Kolekcja Mirka.

Mali chłopcy mają swoją "Wyspę skarbów", duży Mirek tylko pokój, za to bez "piratów":) Same oryginały! Niezwykłe miejsce, przedmioty, atmosfera... Serdecznie zapraszam!


Piltzowie handlowali octem. Nie należeli do zamożnych rodzin. Gdy wybuchła wojna, przed wywiezieniem do będzińskiego getta, oddali znajomym Polakom na przechowanie świecznik. Z getta słali listy, prosząc o ciepłą odzież na zimę. Nigdy nie wrócili do Oświęcimia.


Besaminka (także balsaminka). Pojemniczek na wonne zioła, używany w trakcie Hawdali - uroczystości kończącej Szabat.


Biurko. Niegdyś Haberfelda, dzisiaj Ganobisa.


Serduszko znalezione w Auschwitz. Po wojnie poszukiwano złota na terenie obozu koncentracyjnego.

Przedwojenne oryginalne zaprawki do wódek, pochodzące z fabryki Haberfelda. Piękne zapachy ziół, miodu i anyżu. To niesamowite! Wszak liczą sobie ponad siedemdziesiąt lat!


Szklana butelka obłożona drewnem, pochodząca z fabryki Haberfelda. Właściciel pił z dużej nasadki, pracownicy z drewnianych kieliszków.

Niezwykłe kamienie. Fragment macewy z oświęcimskiego kirkutu. Zabrany 20 lat temu podczas porządkowania tego miejsca.

Niezwykłe kamienie. Fragment aron ha-kodesz (informacja potwierdzona przez archeologów) z nieistniejącej już Wielkiej Synagogi.

Mirek i Jego kolekcja.

Oprócz lektury bloga, polecam felietony Mirka (pod hasłem "Z szafy Ganobisa") w miesięczniku "Oś", dostępnym w formacie pdf na stronie Muzeum Auschwitz-Birkenau.

środa, 8 grudnia 2010

Hirsch polski


Macewa na oświęcimskim kirkucie. Czas, przyroda, niepamięć zrobiły swoje. Zostało to, co najważniejsze - Hirsch polski.



wtorek, 26 października 2010

Ostatni


Czas szybko płynie... Od wizyty w Oświęcimiu minęły dwa miesiące, a ja pokazałam jedynie Panny Haberfeldówny. To może dzisiaj opowiem o jego ostatnim żydowskim mieszkańcu - Szymonie Klugerze?

Urodził się w 1925 roku w biednej, wielodzietnej rodzinie. W czasie wojny był więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Po wyzwoleniu na krótko wrócił do miasta, skąd niebawem wyjechał do Szwecji. Z licznej rodziny, oprócz Szymona, wojnę przeżyli tylko brat Mojżesz i siostra Bronia. Swe powojenne losy związali ze Stanami Zjednoczonymi. Wydawałoby się... typowa historia.

Nieoczekiwanie dla wszystkich, na początku lat 60-tych Szymon Kluger wrócił do Oświęcimia i zamieszkał w rodzinnym domu. Zaniedbanym, bez wygód. Wodę nosił z pobliskiej rzeki. Żył w bardzo trudnych warunkach, wspomagany przez opiekę społeczną, bielską i krakowską Gminę Żydowską, rodzeństwo. Niejeden raz Mojżesz i Bronia namawiali Szymona do opuszczenia Polski, on jednak obstawał przy swoim.

Dom rodziny Klugerów sąsiadował z synagogą Chewra Lomdei Misznajot (Bractwa Studiujących Misznę), która po wojnie krótko służyła ocalałym Żydom jako modlitewnia, potem przez lata stała opuszczona, w końcu zaadoptowano ją na hurtownię dywanów. Oba budynki prawie stykają się ścianami. W każdy Szabat - za sprawą Szymona "Strażnika Pamięci" - mury synagogi oświetlały nikłe płomyki świec. Ostatniemu żydowskiemu mieszkańcowi Oświęcimia marzyło się przywrócenie temu miejscu pierwotnej funkcji.

Odnowioną synagogę uroczyście otwarto we wrześniu 2000 roku, Szymon Kluger zmarł kilka miesięcy wcześniej. Spokojny, że oto powoli spełnia się jego życzenie. Za życia był ostatnim żydowskim mieszkańcem miasta, po śmierci - ostatnim Żydem pochowanym na lokalnym kirkucie. Szymonowi Klugerowi - niczym wybitnemu rabinowi, czy cadykowi - postawiono ohel.

A oto, jaką historię z pierwszej ręki usłyszałam od Mirka Ganobisa - miłośnika Ziemi Oświęcimskiej i kolekcjonera związanych z nią pamiątek.

Mirek próbował nawiązać kontakt z Szymonem Klugerem. Ten często nie wpuszczał go do domu, albo otwierał drzwi, uśmiechał się i po chwili bez słowa je zamykał. W końcu Mirek stwierdził, że nie będzie go więcej nachodzić, że może sobie nie życzy. Zostawił tylko swoją wizytówkę ze słowami: "Słuchaj Szymon, tu masz moje dane. Jeśli będziesz czegoś potrzebować - daj znać." Sporo wody upłynęło w Sole, aż pewnej niedzieli, ok. siódmej rano matka obudziła Mirka słowami: "Masz gościa." Mirek oniemiał, bowiem w drzwiach stał nikt inny, tylko... Szymon Kluger. Przyszedł z kawą i czekoladą. Wiele wizyt wyglądało podobnie: Mirek mówił, Szymon milczał, czasami wypowiadał pojedyncze, urywane zdania. Nigdy słowem nie wspomniał o wojennych przeżyciach.

Przez wiele lat mieszkałam w Oświęcimiu "razem" z Szymonem Klugerem, nawet nie wiedząc o Jego istnieniu...

Synagoga Chewra Lomdei Misznajot.

Na budynku obok zachowana "reklama" mieszczącej się niegdyś w synagodze hurtowni dywanów.

Dom rodzinny Szymona Klugera.

Dom Szymona Klugera. Drzwi wejściowe.

Dom Szymona Klugera. Na framudze drzwi wejściowych ślad po mezuzie.

Ohel Szymona Klugera na oświęcimskim kirkucie.