niedziela, 27 marca 2022

Schody

 
Pomyślicie, że - w nawiązaniu do poprzedniego posta - chodzi o słynne odeskie schody - Потёмкинская лестница. Nie, to skromne schody w krakowskim Podgórzu. Skromne, a zarazem niezwykłe - przez feerię barw i mądrość słów, które przemawiają do przechodnia.
 

piątek, 18 marca 2022

Żegnaj, Odesso

 
Ja żyję, ale świat się chyba kończy... 


niedziela, 27 czerwca 2021

Raport z oblężonego miasta

 
Tytuł posta to aluzja do wiersza Zbigniewa Herberta pod tym samym tytułem.

“Oficjalnym powodem podawanym przez Niemców, by uzasadnić tworzenie gett, było chronienie obywateli między innymi przed roznosicielami chorób zakaźnych, zwłaszcza tyfusu plamistego, który rzekomo szerzył się wśród ludności żydowskiej.”

/”Dzieci getta”, Magda Łucyan/


“Niemcy regularnie organizowali w warszawskim getcie “parówki”, czyli dezynfekcję ludności, która przebiegała niezwykle brutalnie. Jako oficjalny powód jej przeprowadzania podawano walkę z epidemią tyfusu, nie brak jednak opinii, że był to kolejny element przemocy wobec Żydów.”

/”Dzieci getta”, Magda Łucyan/


“Wróciłyśmy z pracy, weszłyśmy na blok. Na bloku były komisje. Było powiedziane, że chcą nas ratować przed durem brzusznym. I że będą nam robić zastrzyki.”

/”Klub Auschwitz”, Agnieszka Dauksza/


“Aby usprawnić przebieg akcji, pod koniec lipca na murach getta zostają rozlepione plakaty informacyjne o przydziale żywności dla “podróżnych”. Oferta darmowych trzech kilogramów chleba i kilograma marmolady w sytuacji panującego głodu przynosi zamierzony efekt. Tysiące ludzi dobrowolnie przychodzą na plac.”

/”Gela. Skarb z Archiwum Ringelbluma”, Monika Libicka/


Wszelkie podobieństwa do obecnej sytuacji pandemicznej nieprzypadkowe...

 

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Elegancik

 
Kolejny piękny bliskowschodni ptaszek - nektarnik palestyński. Poetycka nazwa, opalizujący “gajerek”. Niebiesko-liliowy połysk spotykany tylko u panów. Samiczka? Szaro-bura kura domowa.

“Nie jest zagrożony wyginięciem” - ku pokrzepieniu serc.

 


poniedziałek, 31 maja 2021

Kubeczek i tor saneczkowy

 

Najpierw herbata w wymownym (upamiętniona firma przodków gospodarza) kubeczku, do tego wspaniały chleb i jeszcze lepsza oliwa prosto od chorwackiego chłopa. Na deser kwaśne mleko domowej, a jakże roboty.

Potem ruszamy w drogę - do Cygańskiego Lasu - bielskiej enklawy zieleni i odpoczynku. Naszym celem jest powstały w XIX wieku tor saneczkowy - dziś nieczynny i mocno zniszczony, lecz wciąż jeszcze robiący wrażenie - pięknem nieoczywistym.


Wąski, kręty, niebezpieczny, niegdyś jeden z najtrudniejszych w Europie. Dziś intrygująca leśna ścieżka spacerowa. Docieramy nią na szczyt Koziej Góry, do starego schroniska turystycznego.


Kubeczek i tor saneczkowy… tak naprawdę liczy się dobre towarzystwo! A że potomka zacnej żydowskiej familii, to już tylko miły dodatek.
 
 
 
 


 


 
 

niedziela, 30 maja 2021

Czerwony Kapturek


Bielsko-Biała, Cygański Las. 

Budynek powstał w II połowie XIX wieku, mieściła się w nim restauracja Bernarda Blocha. Po I wojnie światowej Maria Huppert przejęła i rozbudowała obiekt. To właśnie wtedy hotel z restauracją otrzymał nazwę “Czerwony Kapturek”. Do dziś zachował się oryginalny szyld. 
 
“Wujek Edwin - kuzyn taty, mógł ubarwić opowieść, że mieścił się tam dom czerwonych latarni :) Gdy 1 września 1939 roku wracał nad ranem z lokalu, zorientował się, że wybuchła wojna. Może zobaczył samoloty na niebie, może ktoś powtórzył to, co mówili w radiu… 
 
W każdym razie kilka godzin później z częścią rodziny - moją babcią Herminą, dziadkiem Oswaldem i tatą siedzieli w aucie kierowanym przez Edwina. Podążali na wschód, docelowo docierając do Lwowa.” 
 
To kolejny puzzelek w historii pewnej zasłużonej dla Bielska żydowskiej familii...
 


Czerwony Kapturek na przedwojennej pocztówce

środa, 19 maja 2021

Gil w jarmułce

 

Kilka dni temu mój mąż powiada: “W radiu leciał wywiad z autorem książki - nowości Czarnego o ptakach. Podobno istnieje gatunek, który występuje tylko w Polsce i Izraelu, jakiś gil w jarmułce - tak wygląda.”


Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Żądna super posta na bloga przejrzałam Nowości czarne.com.pl, uznałam, że chodzi o “Wszystkie okna dla oknówek”, znalazłam podcast (widocznie nie ten, co trzeba), przesłuchałam. Ciekawa rozmowa, pełen uroku i pasji Autor wciągnął mnie do swojego świata…


O gilu ani słowa.


Rozpoczęłam poszukiwania na własną rękę, w przepastnych zasobach Internetu. Jakich to ja słów-kluczy nie wpisywałam! Owszem - bywało, że otrzymywałam ciekawe wyniki, szkoda, że nie na temat.


Dorotka, została mi już tylko Dorotka! - zaprzyjaźniona osoba kontaktowa z Czarnego, moja ostatnia deska ratunku. Ja do Dorotki, Dorotka do Autora “Oknówek…” Odpowiedź przyszła błyskawicznie:


“Domyślam się, że Słuchaczowi chodziło o bliskowschodnią odmianę naszej sójki, czyli Garrulus glandarius atricapillus. W książce piszę, że widok izraelskich sójek od razu nasuwał mi na myśl jarmułkę. Nie przypominam sobie bym, kiedykolwiek zestawiał tak gila, a jeśli już, i miałby to być nasz rodzimy gatunek, to byłby to nie gil w jarmułce, a kapturka - tak samiec, jak i samica mają kolorowe nakrycie głowy (samiec - czarne, samica - brązowe).” /Paweł Pstrokoński/


Garrulus glandarius atricapillus - ptasi trel dla moich uszu! Mąż pomylił sójkę z gilem - grunt, że wszystko skończyło się dobrze.


Szanowni Państwo, voilà!

 


Źródło