Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Słowa dwa


Robię sobie mądre listeningi. Mądre, czyli łączące naukę z pasją, co w moim przypadku oznacza jedno - tematykę żydowską. W opowieści ocalonej - Helen Fagin pada słowo ‘gentile’. Nie znam, ale kontekst bezspornie wskazuje na chrześcijan. Przez moment łudzę się, że to może dziwnie wymawiane ‘gentle’. Z całą pewnością nie, o czym świadczy… ten sam kontekst.

Zaglądam do słownika.
‘Gentile’ - goj, nieżydowski. W zestawieniu z ‘gentle’ (delikatny, łagodny, miły) zjawisko rzadkie, choć możliwe.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Lekcja


Czy egzamin może być lekcją? Ba!

Jak pamiętacie, w sobotę zdawałam dwa egzaminy - końcowe w tej sesji, a zarazem na studiach. Oba pisemne, po 1,5 h każdy: z historii krakowskich Żydów i Holokaustu. Obowiązywał ten sam schemat: kilka pojęć do wyjaśnienia, oraz - do wyboru - 1-2 tematy opisowe. Jesteście ciekawi szczegółów? Chętnie zanotuję je w tym miejscu, także dla własnej nader ulotnej pamięci.

Dzieje krakowskich Żydów. Pojęcia: Bejt Jakow, Sara Szenirer, Dow Ber Meisels, Podgórze, rumacje, Jan Olbracht, Makkabi, Ozjasz Thon. Tematy opisowe, które wybrałam: "Ulica żydowska" - osadnictwo Żydów od Średniowiecza do XIX wieku - miejsca i ich przeobrażenia", "Życie społeczno-kulturalne Żydów okresu międzywojnia". Holokaust. Pojęcia: Bełżec, Noc Kryształowa, Hans Frank, Wannsee, Irena Sendler. Temat rozprawki: "Działania i niemieckie ustawodawstwo antyżydowskie od dojścia Hitlera do władzy".

Jak napisała mi w mailu Kasia ino-ino: "Wiedziałam... ja wiedziałam, że tak będzie. Pójdziesz i wrócisz z dwiema obrzydliwymi piątkami" :):):)

Na pierwszym egzaminie do naszej podyplomowej grupy dołączyli studenci dzienni. Kilka osób spóźniło się i każdy zajmował pierwsze z brzegu wolne miejsce. Przez dłuższą chwilę nie zwracałam uwagi na siedzącą obok mnie dziewczynę. Gdy w chwili namysłu bezwiednie spojrzałam na jej kartkę, przed oczami zawirowały mi stawiane przez nią zgrabnie i pewnie hebrajskie litery. O ja mały żuczek! - pomyślałam tylko.

Pomiędzy egzaminami mieliśmy godzinną przerwę, miło spożytkowaną na kawę w "Chederze", który jest o krok od nowej siedziby Katedry Judaistyki. W tym czasie sprawdzono nasze prace. Po drugim egzaminie było podobnie. Kilkadziesiąt minut łapania słońca na uczelnianym dziedzińcu i - kolejne ogłoszenie wyników. Z lekkim i radosnym sercem podążyłam do Synagogi Starej, na wystawę wycinanek Marty Gołąb, ilustrujących "Opowieści Rabina Nachmana z Bracławia" w interpretacji Henryka Halkowskiego. Zdane egzaminy, rozpoczynający się właśnie Festiwal Kultury Żydowskiej, a także mój tygodniowy urlop wprawiły mnie w wyborny nastrój.

Henryk Halkowski pokusił się o pogłębioną analizę opowieści, które przy niewprawnym czytaniu mogą się wydawać zwykłymi baśniami. Tymczasem są to historie z drugim, a może nawet trzecim dnem. Historie zadomowione w mistycyzmie żydowskim. Bez znajomości Księgi Bahir, Zohar i sama nie wiem, czego jeszcze - nie sposób ich chociażby "dotknąć".

Wyszłam z synagogi na zalaną słońcem ulicę Szeroką. Oto zawsze będący sobą - ironiczny i bezpośredni erudyta - Henryk Halkowski dał mi "po nosie". Zadarłam głowę i zapatrzyłam się w błękitne niebo, po którym leniwie płynęły obłoczki. Jeden z nich - nieco bardziej pękaty, z czymś na kształt twarzy okolonej brodą - w rozedrganym, gorącym powietrzu sprawiał wrażenie trzęsącego się ze śmiechu. Odwzajemniłam uśmiech.


niedziela, 13 czerwca 2010

Dopisek


Tak, to będzie właściwie dopisek. Do posta
"Dlaczego" z początków mojego blogowania. W niedzielę ostatnie zajęcia na podyplomowych judaistycznych studiach, stąd może ów refleksyjno-wspomnieniowy nastrój, a także skłonność do podsumowań? Bloguję równo rok, w rozumieniu akademickim - od października do czerwca. Okres ten maluje się w mej świadomości jak piękny pejzaż - nie boję się nawet użyć słowa landszaft. Nie żebym tak oceniała to, co się w tym czasie wydarzyło i co sama robiłam. Nie mam na myśli kiczu, raczej słodycz. Słodycz chwil spędzonych na wykładach i pracy nad Bobe Majse. Pogłębianie wiedzy, pisanie postów, asystowanie Piotrowi w robieniu zdjęć, zwykłe-niezwykłe (bo z radosną myślą w tyle głowy, że podzielę się tym niebawem z innymi) uczestniczenie w wydarzeniach wpisujących się w moje hobby, a także praca nad pewnymi "dodatkowymi materiałami", które niebawem pokażę :) - to wszystko wypełniło ten rok radością, sprawiło, że odżyłam.

Cóż z tego, że siedząc w szkolnej ławie mniej niż zwykle podróżowałam? Co to szkodzi, że pisząc posty do białego rana, nieprzytomnym okiem witałam nadchodzący dzień i ratowałam się jedną więcej, niż zwykle, filiżanką kawy? Ten rok zmienił wiele, na pewno jednak nie przyniósł odpowiedzi na pytanie "dlaczego judaizm?" I dobrze. Nie zawsze lubię wiedzieć.

Lista pomysłów na posty coraz dłuższa i dłuższa, a ja - radosna i energiczna - już ustawiam się w bloku startowym. Jeszcze tylko zaliczę sesję, jeszcze tylko obronię pracę dyplomową i... będę robić to samo :) Wędrować, poznawać, uczestniczyć, pisać. W kolejną podróż zabierzemy - jak zawsze - aparat fotograficzny i przewodnik "Śladami Żydów polskich" Adama Dylewskiego. Gdy kolejny opiekun kirkutu odkryje naszą obecność po drugiej stronie zamkniętej bramy - owe niezbite dowody naszego zaangażowania, a nie wandalizmu teraz będzie można poprzeć jeszcze jednym - wzmianką o Bobe Majse.


sobota, 6 lutego 2010

Moje "dzisiaj"


Moje "dzisiaj" udało się. Bardzo!


piątek, 5 lutego 2010

Odliczanie


- Z prędkością światła przenoszę się z epoki w epokę.

- Płaczę wraz z Żydami wypędzanymi z Hiszpanii.
- Tańczę z chasydami.
- Podziwiam najstarszą polską macewę.
- Wzruszam się przepowiednią Teodora Herzla.
- Wygrażam postanowieniom Soboru Laterańskiego IV.
- Zwiedzam synagogę reformowaną.

Niejeden pomyśli: "To już koniec Bobe Majse". Nieprawda! To dopiero początek :) Jutro zdaję ostatnie dwa egzaminy sesji zimowej. To wiele tłumaczy, prawda? Także moje milczenie. Na razie tylko daję znak życia i obiecuję judaistyczny wpis. Już niebawem.


niedziela, 31 stycznia 2010

Uczę się...


Sesja na moich podyplomowych studiach z judaizmu w toku. 30 stycznia miałam dwa egzaminy: ustny z "Antysemityzmu" i pisemny z "Literatury i kultury polskich Żydów". "Antysemityzm" poszedł szybko, sprawnie i z dobrym wynikiem (pytania o negacjonizm / rewizjonizm i Sprawę Dreyfusa), ale test z "Literatury..." Był ciężki, oj ciężki! Ambitny, nie powstydziliby się go studenci dziennych, pięcioletnich studiów. Kilkadziesiąt pytań (numerację pamiętam do 30-tu, potem już tak się spieszyłam, że po prostu nie wiem, ile ich było w sumie:) Półtorej godziny na wszystko, a tu obok pytań wyboru, sporo opisowych, w tym i takie: "Tewje Mleczarz - tradycja, czy nowoczesność? Rozwiń myśl". Sporo konkretów: daty urodzin i śmierci pisarzy, poetów, daty wydań pierwszych tomików wierszy... Nie wiem, jak mi poszło. Mam nadzieję, że jednak zdałam;):)


W kolejną sobotę ostatnie dwa egzaminy, a więc nadchodzący tydzień także będzie pracowity. Obawiam się trochę "Historii Żydów", bo to temat rzeka. Najpewniej czuję się z dwóch przedmiotów (połączone w jeden egzamin): "Judaizm od przeszłości do teraźniejszości - przywiązanie do tradycji i ewolucja", oraz "Duchowość polskich Żydów", ale... nie chwalmy dnia przed zachodem słońca:)

Bobe Majse otrzymało kolejne wyróżnienie! Od Pana Szydełko, który w rzeczywistości jest Panią:) (mam nadzieję, że nie będzie miał(a) mi za złe, że zdradzam takie sekrety;) To była bardzo, bardzo miła niespodzianka po ciężkim, egzaminacyjnym dniu. Jako, że nie mam wątpliwości, czyje blogi lubię i podziwiam, wyróżnienie od razu przekazuję dalej, dla:

Little People za fenomenalny pomysł.
Modern spotyka vintage za gust, smak i talent(y).
Pretty pleasure za piękne zdjęcia, które podziwiamy wspólnie z Piotrem.
Personal Breslau za subiektywne i ciekawe spojrzenie na Wrocław.
Na Miotle za wypieki jak dzieła sztuki.

Przy okazji przedstawiam kolejnych Gości Bobe Majse, którzy otrzymali już rymowanki:

Elamika
Pikinini
Bea
Pan Szydełko
Lena
Cyrylla
Markos
Migoshia
Terka
Asia i Wojtek
Alexa
Wildrose
Elle

Kochani, pomału zaczynam się gubić w tym, kto już ma mój wierszyk, a kto jeszcze nie. Umówmy się zatem, proszę, że o chęci jego otrzymania powiadomicie mnie w pozostawionym na blogu komentarzu. Wówczas niezwłocznie przybędę i zrymuję;):) Na razie pozdrawiam wszystkich serdecznie i... wracam do nauki. Kolejny post będzie judaistyczny. Obiecuję!


niedziela, 24 stycznia 2010

Pokonkursowo


Konkurs Blog Roku 2009, choć jeszcze trwa, dla Bobe Majse się zakończył. Gorąco dziękuję wszystkim, którzy głosowali, trzymali kciuki, zamieszczali miłe komentarze. Tym razem się nie udało, ale Wasze poparcie tak młodego bloga było budujące. Spróbujemy znowu w przyszłym roku?! :);)


Niedawno wydarzyło się coś, co sprawiło mi dużą, wielką, ogromną radość, którą chcę się z Wami podzielić. Bobe Majse zostało zakwalifikowane jako praca dyplomowa wieńcząca moje judaistyczne studia. Było z tym trochę zamieszania, gdyż do tej pory żaden student nie zgłosił podobnego pomysłu (forma bloga, praca on-line), dlatego Rada Naukowa uczelni musiała mój wniosek rozważyć i... rozważyła. P o z y t y w n i e!

Nadal macie więc za co trzymać kciuki, o co serdecznie proszę, tym razem bez konieczności SMS-owania i wydawania pieniędzy.

Niech garść poniższych zdjęć wyrazi moje podziękowanie Wam, Radzie:), a także "co mi w duszy gra", pomimo aury za oknem.




czwartek, 29 października 2009

Dlaczego


Kto dowiaduje się o moich zainteresowaniach zadaje jedno, niezmienne pytanie: „Dlaczego judaizm?”, a gdy wspominam o studiach podyplomowych – pada dodatkowe: „Dlaczego studia?” Z tym ostatnim pytaniem dane mi było nawet zmierzyć się „urzędowo”. Na liście dokumentów wymaganych przez uczelnię znalazło się bowiem „Podanie o przyjęcie na studia”. Napisałam szczerze i prawdziwie, że od kilku lat interesuję się tą tematyką, że chcę uporządkować wiedzę i zdobyć dyplom tę wiedzę potwierdzający. Mimo wszystko zabrzmiało sucho, no – „urzędowo” właśnie.

Tymczasem słowo „judaizm” tyle w sobie dla mnie mieści. Stoją za nim lata lektur, „odkryć” i wzruszeń. Jak opisać w podaniu rozterkę, którą – dawno, dawno temu – przeżywałam w księgarni, ważąc w dłoniach „Madame” Libery i „Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku” Ligockiej? Wybrałam „Dziewczynkę...” i tak to właściwie się zaczęło. Potem szukałam w Podgórzu śladów getta i trafiłam do Muzeum „Apteka pod Orłem”. Tam usłyszałam o książce Pankiewicza. Po lekturze zapragnęłam poznać żydowskie życie sprzed Zagłady.

Zaczęłam od zwiedzania krakowskich synagog – zorganizowanego, z przewodnikiem. Choć bardzo lubię zwiedzać, zwykle nie zapamiętuję wiele. Tym razem było inaczej. Po powrocie do domu – zupełnie nieoczekiwanie dla samej siebie – spisałam to, co usłyszałam na spacerze. Na trwałe zagościło w mej pamięci pierwsze słowo-klucz – aron ha-kodesz.

Jak opisać wszystkie podróże szlakiem judaików i przygody w trakcie tych podróży? Radość z wyrwy w ogrodzeniu bobowskiego kirkutu, dzięki której mogłam przeczołgać się pod odgiętymi nieco prętami i zwiedzić ten wyjątkowy cmentarz. Jak oddać zachwyt każdą, nawet zrujnowaną synagogą? I jak wyjaśnić to, że mogę przed każdą stać i patrzeć, patrzeć, patrzeć?

Być może to wszystko byłoby bardzo proste, gdybym wierzyła w reinkarnację, ale nie wierzę.