W pewną piękną, słoneczną sobotę przemierzałam spacerowym krokiem ulicę Augustiańską. Zza nie zasuniętej firanki w lokalu na parterze dostrzegłam hebrajskie litery na ścianie.
Przy guziku domofonu “Przedszkole” - krótko i na temat.
To Żydowski Niepubliczny Punkt Przedszkolny organizacji Chabad Lubawicz w Krakowie.
Niełatwo było zrobić poniższe zdjęcia. Poszczególne przedstawienia “Tańca śmierci” są nieduże, a obraz wisi wysoko, w dodatku na bocznej ścianie. Wprawdzie w kameralnie usytuowanej kaplicy, za to odgrodzonej od reszty kościoła ażurową kratą.
Potrzeba było łutu szczęścia, a okazał się nim przypadkowy chrzest. Odbywający się tam, gdzie trzeba - w kaplicy św. Anny kościoła Bernardynów w Krakowie.
Chrzest to nie ślub - nie trwa długo. Przeczekaliśmy uroczystość, gratulacje, liczne zdjęcia. W końcu mogliśmy zrobić własne, bynajmniej nie sielsko-anielskie.
“Sprośni Turcy Brzydcy Żydzi
Jak się wami Śmierć nie hydzi
Na Żydowskie nie dba Smrody
Z dzikiemi skacze Narody.”
Kraków nie jest niechlubnym wyjątkiem. O innych antysemickich przedstawieniach w polskich kościołach pisałam tutaj i tutaj.
Toast za wakacje wzniosłam ulubionym letnim drinkiem… Z kostkami lodu o nieprzypadkowym kształcie :)
Dawno, dawno temu żył sobie Szymonek…
To nie będzie bajka z happy endem, ani nawet opowiastka hagiograficzna.
Tuż przed Wielkanocą 1475 roku ginie mały chłopiec. Oskarżenie pada na Żydów. Kilkanaście osób zostaje poddanych torturom i spalonych na stosie. Kult Szymonka doprowadza do ogłoszenia go błogosławionym. Kilkaset lat później wychodzi na jaw, że to kościół katolicki był winny zbrodni.
O Szymonku - symbolu skandalu, rychło zapomniano...
Katedra, jak katedra. Z pewnością są we Włoszech piękniejsze. Ale ta Gwiazda! Zagadkowa, a może… przypadkowa?
Miała być synagoga, jest muzeum. Od stu dziesięciu lat! Gminie żydowskiej zabrakło pieniędzy i budowlę przejęło miasto.
Proszę Państwa, Mole Antonelliana w całej (prawie) okazałości!
Trotuarowe Aleje Gwiazd znamy wszyscy. W Bolzano trafiłam na podobne upamiętnienie… ofiar Holokaustu.
“Tu mieszkałem…”
“Tu pracowałem…”
plus kluczowe wojenne daty.
W mocnym włoskim słońcu błyszczą sobie te kosteczki złotem… żeby nie przeoczyć. I - jak całe Bolzano - są dwujęzyczne.
Piękna inicjatywa!